RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

Zapowiedź – PŁACZ WILKA oraz ANATHEMA

26 cze

indeksWitajcie, pragnę zapowiedzieć kolejne z nietypowych. Niedawno przeczytałam „Płacz wilka” Ewy Formelli oraz Anathema Pitera Murphy – ta recenzja, nietypowa recenzja, myślę, że będzie przedpremierowa.

Ale co do ANATHEMY zastanowiło mnie znaczenie tego słowa, definicja. I cóż to się okazuję, że… czy to jest „Anathema – angielska grupa muzyczna, która powstała 1990 roku w Liverpoolu. Początkowo wykonująca drugofalowy death doom metal będąc wraz z grupami Katatonia, My Dying Bride i Paradise Lost prekursorem gatunku?” Nie, nie w tym wypadku. A więc co oznacza to słowo?

„Słowo oznaczające klątwę, wyłączenie ze społeczności. W Kościele w ciągu pierwszych VI wieków był terminem technicznym, używanym przy oficjalnym wyłączaniu osób ze imagesdb_37a245f54d74849e2e7a88b84bf398a4społeczności wierzących. W późniejszym okresie stosowano je jako formułę dogmatyczną na określenie poglądów uznanych za herezję. Termin ten pochodzi od greckiego słowa ανάθεμα (greka klasyczna: ανάθημα), odpowiadającego hebrajskiemu cherem, czyli „klątwa”.” Źródło Wikipedia.

Czyli mamy tu do czynienia z klątwą. Ale kogo ona dotyczy? No cóż o tym za jakiś czas. Teraz skupię się na „PŁACZ WILKA”

Co pisze o tej powieści inna Autorka: Zajrzyj na blog Ewy Gudrymowicz- Schiller – Poczekaj kochanie, aż dokończę rozdział

A Autorka co ma do powiedzenia?

Zajrzyj na Jej blog  Książki Idy

A jakie ja mam zdanie, jakie emocje były i moim udziałem?…ZAPEWNIAM że spore. Lecz na nietypową musicie troszkę poczekać. Lecz już teraz mogę Wam zdradzić, że nie byłam w stanie oderwać się od książki. Losy bohaterów, grupy ludzi zebranych niemal utulonych przez Andrzeja { i jego losy wzruszyły} właściciela domu wschodzącego słońca są pełne magii. A i z tą, prawie w czystej postaci, jako zjawisko nadprzyrodzone mamy tu do czynienia. Jednym słowem…Magia; uczuć, miłości, oddania, przyjaźni, lecz czy wszystko jest sielanką? A czy życie nią jest? No właśnie. Znacie odpowiedź, prawda?

Zapewniam, że tak jak ja zapłaczecie, i jak tytułowy wilk, aby zaznać równocześnie ogromnej radości. Prawdziwy kolaż emocji.

Zapraszam na moja nietypową recenzję.

Pozdrawiam Was, Marta Grzebuła

wizytowka_zdjecie2

WSZYSTKIE ZAINTERESOWANE OSOBY ODSYŁAM DO AUTORKI TEJ WYJĄTKOWEJ POWIEŚCI.  Notabene Ewa Formella nie jest autorką tylko tej powieści, co uwidacznia zdjęcie. Mogę zapewnić, że warto zagłębić się wraz z Nią w ten niesamowity świat jej wyobraźni.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

SZKOŁA ŻON – MAGDALENA WITKIEWICZ

04 cze

SZKOŁA ŻON – MAGDALENA WITKIEWICZ wpis odszukany w sieci, więc z archiwum. Odszukuję od kilku dni wszystkich swoich nietypowych recenzji Marty, które kiedyś zamieszczałam w blogu o tym samym brzmieniu. Jednak na wskutek nagonki,  poddałam się,i skasowałam bloga. Teraz po przemyśleniu postanowiłam go reaktywować jak już pewnie wiecie. Wpisy – już te nowe {pojawią się za jakiś czas}, będą różniły się dość znacznie od poprzednich.  Nie stracą jednak, nic z tego co było charakterystyczne dla poprzedniego bloga NIETYPOWE RECENZJE MARTY. Zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu powieści Magdaleny Witkiewicz- SZKOŁA ŻON. Powieść ta wędrowała pośród moich koleżanek i cieszyła się sporym uznaniem i zainteresowaniem. Więc zapewniam, że jest dobra…Ja mogłam pomylić się w jej  ocenie, w moim nią zachwycie, ale nie sposób aby ponad 20 osób również się pomyliło…

Szkola-zon_Filia,images_big,23,978-83-63622-17-6liczba stron: 256
Wydawca: Filia
Okładka: miękka
Data premiery: 2013-04-17

 

Ostanie tygodnie były dla mnie jak labirynt. Labirynt emocji. Gubiłam się to odnajdywałam. Szukałam wyjścia z sytuacji to znów wiedziałam, gdzie mam się udać. Czasem wszystko wydawało mi się stale a czasem miałam wrażenie, że jestem na równi pochyłej i toczę się bez ustanku w dół. Opadam na dno.

I w takim czasie, w takich emocjach, zawirowań w mojej duszy, trafiła w moje ręce powieść SZKOŁA ŻON Magdaleny Witkiewicz. I w końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Ba! nawet nieźle się ubawić.

Autorka w sposób wielce subtelny a zarazem bardzo wyrazisty oprowadziła mnie po świecie gdzie zdrada ma imię, podłość lustrzane odbicie. Duma i pewność siebie ma odzwierciedlenie w naszym życiu. Dominuje w nim i go zniewala, ale równocześnie zabrała mnie w podróż poprzez najpiękniejszy świat uczuć. Tych zgoła innych. Odbudowała i we mnie wiarę, że ja też mogę, że potrafię. Że moje dno to jest dokładnie tym, od czego najwyższa pora jest się odbić.

Kompleks. To słowo, co przytłacza nie tak ilością liter a ogromem znaczenia. Moje przewodniczki, tym razem cztery, w różnym wieku i ja…I o dziwo. Z każdą z nich mogłam się na swój sposób identyfikować. Z ich pragnieniami, marzeniami a nawet żądzami…Wow…Żądze. Ano tak. Żądze. Erotyka to nie tylko muśnięcie, dotyk, buziak, no powiedzmy taki mocny…żart. Erotyzm to coś, czego choć nie nagłaśniamy to jednak pragniemy zaznać. Wstyd? Obawy? Przed czym? Przecież to „składowa” naszego życia. {Składowa…hm, wybacz mi to dość niezręczne słowo, ale inne nie przyszło mi teraz do głowy”

Dom…i on… mąż, partner, przyjaciel, kochanek i Ty, ja w tym związku.

Kawa, obiad, szybka, mało istotna rozmowa i gazeta do ręki. Wypad do kumpli a ty, ja „moje przewodniczki” znów same w czterech ścianach. RUTYNA zabija…Nie tylko nasz związek, ale to co tak wzniosłe i tak jest cenne w nas. Pragnienie miłości. Nie tylko tej fizycznej. Szybki seks, tuż przed kolejnym meczem?

O nie, to nie dla mnie. A dla moich przewodniczek?

Okazuje się, że też nie.

I nagle, czasem poprzez dzieło przypadku, trafiamy do „raju” trafiamy do SZKOŁY ŻON. Ale numer!

Nie od razu, ale są w niej ludzie, kobiety, mężczyźni { o tak mężczyźni. Bogowie na Ziemi} którzy potrafią obudzić nas, mnie, Ciebie z letargu.

Okazuje się, że nie tylko obudzą we mnie, w nas, erotyzm…I do diaska! Nie tylko oto TU chodzi. Budzą w nas po prostu, albo i aż KOBIETĘ.

Książka, przy której sięgałam – odruchowo – do swoich wspomnień. Wiem, co znaczy zdrada. Niestety. Wiem, co znaczy porzucenie. Niestety. I wiem, co to znaczy rozwód. Niestety. Ale nie wiedziałam wówczas, że potrzebne jest mi antidotum. Odtrutka od toksycznego związku. Czytając kilka tygodni temu tę powieść aż pożałowałam, że nie ma naprawdę takiego SPA, takie rzeczywistej SZKOŁY ŻON. Nie, proszę, nie uśmiechaj się pobłażliwie. To nie oto chodzi…W końcu sobie poradziłam. Ale gdyby Autorka wcześniej napisała tę powieść…o ile krócej bym błądziła poprzez meandry własnej {rzekomej} niedoskonałości. Byłam zarówno nad dnie –przytłoczona emocją- i znaczeniem słowa KOMPLEKS jak i sięgnęłam szczyty jego znaczenia. Mówiłam wówczas o sobie „Góra kompleksów”

Więc co dziś, gdy już wybrnęłam z tej matni {lata temu to się stało} dała mi ta powieść? Upewniła mnie, że to, co i jak robiłam było warte każdej sekundy mojego uporu, aby zawalczyć  …Gdy walczyłam z sobą o siebie. Tak, jak walczyły moje przewodniczki.

Świetna książka, jak jedna z koleżanek z pracy powiedziała „Grey niech przed nią klęka”. I ja tak uważam. A więc już zaczynasz się domyślać, w jakich klimatach jest ta powieść? Być może masz rację, ale pamiętaj…Grey klęka.

Nie oczekuj, więc nic co owa trylogia „wnosiła” w Twój świat emocji {Zakładam, że ją znasz} SZKOŁA ŻON to całkiem inny świat. To bardzo wartościowa, mądra pozycja, gdzie miłość = seks, ma ogromne znaczenie, ale tylko po to, aby podnieść cię z ruin, aby uwolnić z ciebie, twoje poczucie wartości. Wartości, które czasem latami mniej lub bardziej niechcący zabijał w tobie twój partner. Stawaliście się sobie coraz bardziej odlegli. Nawet wspólne łóżko, pościel was już nie łączyło. Powoli gasł ten żar, płomień, który ty chciałaś wciąż utrzymać…Ale niestety, mimo wysiłków on przygasał, przygasał…aby w końcu przestać istnieć. I o tym też jest ta powieść.

A może nie?

Może jak u moich przewodniczek okaże się, że on wciąż się tli?

Wystarczy iskra. Tylko, kto ją dostrzeże, kto ją wznieci?

Odpowiedzi masz w powieści.

Moje nietypowe recenzje i ja…Moje emocje i wzruszenia. Moje zdanie jest ważne, ale to TWOJE jest najważniejsze. Pamiętaj.

A ja tylko Ci podszepnę …POLECAM. SZKOŁA ŻON jest czymś  rodzaju drogowskazu…Myślę, że dzięki niej, jeśli jesteś mężczyzną, poznasz zawiły świat emocji kobiet, a jeśli jesteś kobietą, to potraktujesz ją może nawet jako „przewodnik” lub „kartę wstępu” do lepszego świata. Gdzie to ty będziesz Panią!

Zapraszam, Marta Grzebuła

Miałam przyjemność czytać inne powieści tej Autorki { o nich wkrótce napiszę} i żadna mnie nie zawiodła. Oprócz gamy humoru otrzymałam sporo pozytywnych emocji. Czasem oscylowałam od smutku, po radość. Ale nie tylko. Wniosły one w mój świat emocji wiele dobrego. Pozwoliły czasem zapomnieć o tym co wokół, o tym, co dręczy. Książki właśnie mają to do siebie; pozwalają zapomnieć o własnym życiu. A czasem wnoszą w nie coś, co pozwala nam popatrzeć na życie z dystansem. Mówiąc krótko- książki uczą. Zawsze to mówiłam.  Powieści  takie, jak „Milaczek”, jak „Pensjonat marzeń”, czy „Panny roztropne” autorstwa tej Pisarki, również wiele wniosły w moją zdolność pojmowania, postrzegania a czasem po prostu, lub aż bawiły mnie i rozluźniły. Tak zwyczajnie, i tak po prostu…

A teraz

Zapraszam do czytania…

kolejnej nietypowej recenzji…

wkrótce.

 

Marta G.

1800313_671273522914735_769136783_n

 https://www.facebook.com/magdalena.witkiewicz

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

W gąszczu niejasności- Anna Kenig-Kacperska

03 cze

A archiwum-odtworzone wydawnictwo E-bookowo.

imagesdb_4d80632c87280d5fc3a40c64dbed43b3

Z SERII – NIETYPOWE RECENZJE MARTY

A teraz zapraszam do czytania. Uprzedzam, że to tylko zwiastun całości.
ANNA KENIG – KACPERSKA Jakiś czas temu skorzystałam z portalu wydaje.pl Jest tam wiele wspaniałych tekstów- prozy. Ale nie tylko. Ania Kenig-Kacperska jest jedną z autorek zamieszczających na tym portalu self-publishing swoje książki. Dzięki uprzejmości Autorki dane mi było przeczytać „W gąszczu niejasności” oraz ” Chwiejący się tulipan” Dwa odrębne gatunki. W jednym miałam do czynienia z romansem z XVII wieku. Intrygą, konfliktem i przepięknym wątkiem miłości. w drugiej zaś zetknęłam się niemal z morderstwem doskonałym. Ale jak to kobieta, najpierw wybrałam miłość. Emocje i wzruszenie, żal i zaskoczenie, to było pierwsze co mnie spotkało – prawie od razu. Młoda dziewczyna zmuszona do poślubienia odrażającego człowieka. Nie świadoma faktycznego stanu posiadania. Nie wie, że zostaje uwikłana w swoisty rodzaj spisku, przeciwko niej. Ale kierując się innymi pobudkami ucieka. Bałam się o nią. Las, ponury i mroczny, pełen niebezpieczeństw i ona, zlękniona, przerażona i osaczona pokonuje zupełnie nieznany sobie teren. Ale los jej sprzyja… jej oczom – jakże już zmęczonym- jak i ciało, ukazuje się dom. I niczym Kopciuszek korzysta z możliwości kryjówki, jaką on jej daje. Jest zbyt zmęczona, aby pokusić się o analizę tego czyj jest, do kogo należy..Zasypia. Ale gdy się budzi okazuje się, że przed nią stoi wyjątkowy człowiek, gospodarz. Jest nie tylko przystojny, ale otacza go aura tajemniczości. Jest naprawdę kimś wyjątkowym…Kibicowałam im obojgu. Byłam „świadkiem” rodzącego się uczucia. Czy ono ma szansę się spełnić? No cóż, tego dowiecie się z książki. A ja podążam dalej śladami młodej i pięknej dziewczyny oraz młodzieńca. I nagle wszystko okazuje się nie takie, jak się spodziewałam. Powieść ta zaskakuje mnie fabułą. Dwie rodziny, dwa światy emocji. Pogmatwane losy i uczucia. A wszystko to osadzone w epoce, w której Polską rządzi August III Mocny w Anglii Maria II Stuard, ale w powieści nic nie jest tak do końca jasne. Ani epoka, ani koniec. Jedynie bardzo czytelne są emocje. One górują nad czasem i nade mną. Ale świetnie się czyta i w trakcie nachodzi mnie refleksja. Że ta Autorka zasługuje na uwagę wydawców. Gdyby dano Jej tylko szansę zaistnieć na szerszym polu. Ale póki co tak nie jest.
Powieść ta powinna mieć rzetelną korektę i redakcję. Bo w pełni zasługuje jak i ” Chwiejący się tulipan” na uwagę i zaangażowanie wydawcy. Wiadomo, każdy Autor stara się zamieścić w pełni dopracowany utwór na takim portalu, ale bywa z tym różnie. Mimo tego obie z przeczytanych przeze mnie powieści Anny Kenig-Kacperskiej zasługują na uwagę także potencjalnego czytelnika. Kryminał również przypadł mi do gustu.

Zapraszam, Marta Grzebuła

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Odtworzone, znalezione w sieci…

02 cze

Bardzo cieszy mnie fakt i mobilizuje do tego, aby nadal prowadzić ten blog, że tak wiele z moich nietypowych recenzji żyło nadal {mimo skasowania przeze mnie jakiś czas temu bloga} w sieci. Teraz dzięki temu mogę odtworzyć większość z nich. A ten wpis z marca 2013 roku również odnalazł się w wielkim świcie Internetu.

Z archiwum…

książkiZastanawiałam się czy dziś dodać jeszcze jedną recenzję? Czy też może esej? To ważne, aby wiedzieć co piszemy, jak ważne jest to co mówimy, ale ja koncentruję się na moich przeżyciach, emocjach i na kolejnym podzieleniu się z Wami tym co mi gdzieś tam w głębi a czasem na samym wierzchu gra, gdy biorę kolejną książkę do ręki. Tak, więc niezależnie od definicji…dziś więcej nie napiszę. Ale nie oznacza to, że nie podzielę się z Wami pewną, nurtującą mnie, myślą i spostrzeżeniami. Czytanie. To mój temat na teraz. Za mało, wciąż za mało ludzi czyta książki. Zastanawiam się, dlaczego? Gdzie i kto w ich przypadku popełnił błąd? Wychowanie? Tak, sądzę, że tak. Wzorce? Kalka emocjonalno-wizualna. Im jej brakowało? Mogę być kalką, mogę być nazwana jakkolwiek. Nie ważne. Ważne jest, że ja, od kiedy po raz pierwszy rozczesałam swoje długie włosy a mało tego związałam je kokardą samodzielnie, jako dziewczynka pięcioletnia. { Samotność w…domu :-] plus klucz na szyi} kochałam gdy mi czytano bajki lub je opowiadano. {Pewnie robiono to już dużo wcześniej} Śp. Mama była w tym niedościgniona. Tatko również dawał radę…Te Jego „Tygrysy” Pamiętacie je? Co niektórzy na pewno. Kiedyś pozostałym o nich opowiem. Tak, więc kiedy tkwiłam z kluczem na szyi a podwórko było za nudne, wzięłam się za czytanie. Być może początkowo „do góry nogami”, ale parłam do przodu. Od czego jest wyobraźnia? Sama oglądając ilustracje „czytałam” sobie bajki. Aż nadszedł dzień, gdy pojęłam zawiłość symboliki liter i poszłam na całość. A Wy Kochani? Jakie były Wasze początki? Pamiętacie swoją pierwszą bajkę? A może, choć pierwszą samodzielnie przeczytaną książkę… To ważne dla mnie. Wiecie dlaczego? Skupcie się…Wspomnijcie tamte lata. Waszą książkę, bajkę…. Westchnienie? Z pewnością. Do czego zmierzam? Do mojego „Pana Tadeusza” do mojego ” Ziele na kraterze” i do mojego ” Solaris” czy mam podawać nazwiska autorów? Chyba nie, prawda? Znacie Ich. I do tego zmierzam. Naprawdę, wierzcie mi, boli mnie fakt, iż nasi Polscy autorzy wciąż „żyją gdzieś na marginesie Waszych emocji i pragnień poznawczych” Dlaczego? Oj…Zaraz spadnie na mnie lawina Waszych nerwów w postaci słów…Ale nie chcę Was denerwować. Argumentując. Jestem stałym „podglądaczem – czytaczem” sporej liczby blogów recenzenckich i co widzę, czytam?…Kipi od pisarzy nie tylko zza oceanu…Są zewsząd byleby nie z naszego kraju…Zasmuca mnie ten fakt. Ale jak od każdej reguły i od tej są wyjątki. Wtedy zacieram ręce i jeśli recenzja jest OK staram się zdobyć daną powieść. A potem…”buszuję” z lubością. Moje klimaty, mój świat, a nie willa z basenem i jaguarem i to nie jednym w garażu…Jestem z moim bohaterami. Znam ich imiona. Brzmią tak fajnie, znajomo, po Polsku. Ale i ja, jako autor popełniłam „zdradę” W moje powieści JOKER…osadziłam pewnych ludzi w stanie Nevada…I cóż. Ich imiona uległy chwilowej modyfikacji. Nie Marcin, lecz Martin, nie Michał, lecz Michel itd. Ale czy to była rzeczywiście „zdrada?” Śmiem wątpić. Ale nie o tym chcę pisać.pokaz_obrazek

Kochani, dziś więcej recenzji nie będzie. Nie chcę Was zarzucić tekstem-=emocjami. Ale jeśli ktoś z Was byłby skłonny podzielić się ze mną swoimi wspomnieniami, o których wcześniej pisałam, lub jeśli zechciałby posługując się rzeczowymi argumentami „obronić” swoje zdanie: Iż tylko zagraniczni twórcy piszą OK, będę wdzięczna. Czekam z niecierpliwością.

Marta Grzebuła

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

PRZEWROTNOŚĆ DOBRA – JOLANTA KWIATKOWSKA

02 cze

jola2Odtworzona nietypowa recenzja

PRZEWROTNOŚĆ DOBRA
jola
- JOLANTA KWIATKOWSKA

A jednak…nie dałam rady się powstrzymać. { CZYŻBYM I JA OKAZAŁA SIĘ BYĆ PRZEWROTNA? } Nie  ja poddam się tej lawinie emocji, o której pisałam wcześniej… „Idę za ciosem ” . Może uniknę unicestwienia? {Żart}
Moi Drodzy tym razem zabiorę Was do świata równie ciekawego, pełnego wrażeń, czasem wyliczonych na przetrwanie. Moja przewodniczka ujawni mi swój świat, w którym i ja będę musiała umieć się odnaleźć. Ale jak to uczynić, gdy wszystko wokół emanuje przemocą, cierpieniem i manipulacją?
Moja mała bohaterka i ja uczymy się przetrwać w tej dżungli wyrachowanych działań dorosłych. Podłych, wyuzdanych a wręcz ohydnych. Pojawia się pojęcie: „DOBRA I ZŁA” Jak je postrzegam oczami bohaterki? Lepiej nie pytajcie. Ja i ona i oni…a z czasem on ten, który miał pomóc, a okazuje się treserem jeszcze gorszym niż bym była w stanie przypuszczać, wnikamy w pojęcie, w definicję- DOBRA I ZŁA.  Kto to taki? Odsyłam do książki. A tym czasem ja i moja mała przewodniczka dorastamy, Patrzymy na ludzi i na świat przez pryzmat krzywego zwierciadła. Wszystko bezkształtne lub nienaturalnie powykręcane. Dziwi Was to? Mnie nie. Ponieważ ja przeczytałam tę powieść. A Wy dopiero po nią sięgniecie. Prawda?
A tym czasem dorastam wraz z nią i zaczynam się bulwersować. Oscyluję pomiędzy: „akceptuję, rozumiem” a: „ to niewybaczalne” – Targa mną gama emocji. Ja pomiędzy dobrem a złem, tkwię niczym klin…. złem? Cóż w tym ma być złego, że wyuczona, niemal wytresowana usiłuję wraz z moją przewodniczką dostosować się do życia. A nawet w pewien sposób pragnę wykorzystać to, co mi wpojono. Manipuluję, więc ludźmi i sytuacjami, aby przetrwać? Czy wszystko bywa kłamstwem, jeśli w myśli dopowiem resztę? Moja bohaterka i ja zaczynamy wierzyć, że nie. O Boże, myślę. Zaczynam podążać jej tokiem myślenia. To złe? Na razie tego nie wiem.
Moi Kochani wiecie, co jeszcze urzekło mnie w tej powieści? To pewien rodzaj metaforyki… opowiedziana jest ona w niesamowity sposób. Skojarzyła mi się. A tu Was zaskoczę. Z Calineczką Andersena. Ale sami musicie się dowiedzieć, dlaczego mam takie skojarzenia. Gwarantuję Wy też je będziecie mieć.
A ja tym czasem jestem wraz z nią, moją przewodniczką, już dorosłą kobietą, uwolnioną przez akt śmierci … kogo? Już wiecie gdzie Was odsyłam? Do książki. Tak, więc obie wolne i „wytresowane” wciąż dyplomatycznie manipulujemy pojęciem dobra…i ludźmi. A ja zaczynam się w tej roli czuć źle. Mimo, że rozumiem moją przewodniczkę, nawet nie wiecie jak dobrze ją rozumiem. I nagle popijając kolejną kawę, przypalając kolejnego papierosa zdaję sobie sprawę z faktu, że OCENIAM! A przecież nie powinnam. Skoro wiem skąd i dlaczego pojawiła się w mojej przewodniczce taka zdolność. To nie powinnam tego robić. To złe. Biję się w pierś, myśląc „mea culpa” … I czytam dalej. Fala emocji znów wnika we mnie. Przypominam sobie te wszystkie rzekomo dobre słowa to, czym mnie karmiono, gdy byłam małą niewinną dziewczynką. Nieupragnioną i niewyczekiwaną, ale skoro zaistniałam to trzeba było mnie jakoś wychować. Wyszkolić. Karmiona sloganami przez tych, którym dziecko zazwyczaj ufa, dorastałam i wyrabiałam się z …idiotki na kobietę…Znów fala wspomnień. Ale czy wyrzutów sumienia? Czy ja i moja przewodniczka wiemy, co to są wyrzuty sumienia?
Kochani…zapraszam do lektury.
To powieść, obok której nie przejdzie się o tak…nie odłoży z westchnieniem, z ulgą „zaliczona” na półkę. To powieść, która „położy się z Wami spać”, która wypełni Wasze dusze i serca a otworzy umysły.
Ja tego dnia, nomen omen, pochmurnego, mglistego i pełnego szarych chmur siedziałam z podkulonymi nogami na sofie i brnęłam w ten jakże trudny do zaakceptowania świat…od molestowania, poniżania, wykorzystywania po mistrzowską wręcz manipulację…Nie tylko mną, poprzez MOJĄ bohaterkę, ale i jej rzekomo bliskich…a potem to ona…ona pokazała mi WSZYSTKIE ODCIENIE DOBRA I ZŁA…oraz całą PRZEWROTNOŚĆ DOBRA. Byłam, stałam się echem jej emocji i jej działań…pojęłam niepojęte a gdy zamknęłam ostatnią stronę, długo jeszcze nie odłożyłam książki. Wpatrywałam się w okładkę { Ukłon dla wydawcy- DOBRA LITERATURA} – Mnie osobiście zastanowiła. Ponieważ wydawało mi się, że patrzę w takim samym stopniu na pogrążoną w cierpieniu kobietę jak i na zamyśloną w knowaniu…Jeszcze wtedy nie wiedziałam czy mam rację…a i Wy tego jeszcze nie wiecie. Lecz wiem też, że skłoni Was nie tylko mój wpis, moja nietypowa recenzja do jej przeczytania, ale sami zapragniecie poznać i pojąć, czy PRZEWROTNOŚĆ DOBRA istnieje…? Bo może okazać się, że aby przeżyć trzeba stać się lustrzanym odbiciem swoich katów ? A może nie? Może przewrotność dobra jest tym, czym dla każdego z nas jest po prostu zdolność empatii? Moja przewodniczka moja książka i ja popadłyśmy w zadumę. Za oknem siąpił deszcz. Koc grzał mi stopy a książka serce. Nie udzielę Wam żadnej odpowiedzi. Nie mogę też nic więcej podpowiedzieć, ale jedno Wam podszepnę – to odważnie napisana książka, nie ma w niej przesłodzenia ani bzdet…to emocjonalna prawda. A może jej przewrotność? Sami to musicie ocenić.
A ja dalej będę usiłowała wyjść z tej dawki refleksji, w jaką się dziś sama, a wtedy dzięki JOLANCIE KWIATKOWSKIEJ i Jej książce, zapętliłam. Bo jedno jest pewne – ta powieść wywołuje w Czytelniku całą gamę emocji. To mogę Wam zagwarantować.
Marta Grzebuła.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Moje polecenia powieści w wersji elektronicznej

02 cze

imagesCAEC16PKOd dawana czytam e-booki. Dla mnie są to książki niczym nie różniące się od tych w wersji drukowanej. Owszem jedynym minusem jest fakt, że nie pachną. :lol: Ale czy to ma być powód do tego, aby po nie sięgnąć? Wątpię. Owszem szanuję i akceptuję wybory innych, ale ja nie pozwoliłabym sobie na to, by niejako ograniczyć się, i zamknąć przed sobą drzwi do świata książek elektronicznych, które najczęściej są dostępne tylko w tej wersji. A przecież i one dostarczają mnóstwa emocji, wrażeń a do tego wszystkiego zajmują naprawdę mało miejsca. Mój dom jest pełen książek, co możecie zobaczyć na fotkach jakie dodałam, ale największą ich ilość mam w czytniku. Mogę bez kłopotu {zajmuje mało miejsca w torebce} wziąć go ze sobą wszędzie a więc i moje ponad400 książek. Wyobrażacie sobie  to w przypadku książek tradycyjnych? Bo ja nie. Dlatego tym wpisem mam zamiar polecić Wam i zachęcić i do tej formy czytelnictwa. Ja naprawdę często z niej właśnie korzystam.  W sieci zaniewielkie pieniądze można zakupić fantastyczne powieści. Czasem debiutujących autorów, tych którzy mają również sporo do przekazania wartościowej prozy, w dobrym stylu, z ciekawą fabułą. I ja z tego korzystam. Czerpię wręcz garściami.  Lubię, bo jak do tej pory nie zawiodłam się pobierać e-booki z RW 2010 E-bokoowo.pl oraz wydaje.pl Choćby dlatego, że można tam pobrać książki ZA DARMO…lub w wyjątkowo atrakcyjnej cenie.

Dzięki takim wydawcom jak wyżej wspomniani dane mi było poznać twórczość Pani Anety Rzepki, Marcina Brzostowskiego, Pitera Murphy, Pani J. Orsy, Stefana Dardy i wielu, wielu innych.

Nie sądzę, abym miała możliwość Ich poznać gdyby nie e-book. Ale wydawcy także i ci wspomniani spełniają życzenia Czytelnika i można kupić u nich książki w wersji drukowanej. A więc jest wybór. Dlaczego więc z niego nie skorzystać?

Ja korzystam i to w pełni. Jak się tylko da.

Polecam Wam tę opcję poznania dobrej, świetnej literatury. Macie wybór, druk lub e-book. Szukając w renomowanych i tak zwanych wielkich wydawnictwach, księgarniach również mamy wybór…Ale tam nie znajdziemy tych autorów, którzy mają świetne pomysły, mają dobry styl, mają to -coś- co dla nas czytelników ma znaczenie. Dar porwana nas w świat fikcji, w fabułę, która nas zauroczy i na lata pozostanie w naszej pamięci. Bynajmniej w mojej. I nie dyskryminuję tu nikogo, wielcy niech pozostaną wielkimi, ale dajmy szansę tym mniej znanym autorom, wydawcom stąd i dlatego moje polecenia.

960169_627670160619226_756746269_n1377218_627670213952554_248805863_n1382111_627669853952590_784368839_n1382194_627670267285882_1717604428_n10402871_748932691826305_7765304094892782468_n10262263_1511752545713404_8084170216968100211_n

Zapraszam…

StLS04MjE3ODAtd19zd2llY2llX2pvbmFzemEtcncyMDEwLWNvdi1lYm9vay5qcGc=ddbcaadbeabdjpgb10439046_691791400869708_1996653097450025962_npobrane

534195_588117271241182_57808726_n


http://wydaje.pl/


http://www.e-bookowo.pl/nowosci.html

ZAPRASZAM POLECAM

 

Kochani ale ze mnie mol książkowy…znów trzecia w nocy a ja znów czytam FANTASTYCZNĄ książkę, zbiór opowiadań z RW 2010 – już o niej wspominałam. Każdy Autor, każde w niej opowiadanie są dla mnie świetne, ale opowiadanie Maciej Ślużyński „BOŻY KOMANDOS a teraz CZASZKA – zaparło mi dech w piersiach. Ale puenta opowiadania ” Boży Komandos” jest tak …kurcze,  brakuje mi słów…Mi brakuje? Aż dziw, ale tak jest prawda… Powiem tak na koniec. Nie możecie nie przeczytać tej Antologii podam WAM wszystko, link, gdzie możecie pobrać i to za free tą i inne książki. Załóż konto, to proste a zyski niewymierne
http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/ShowCart.html

Inny fragment

581693_587424361310473_322951286_nMyślałam  już, że nie mam co czytać … leżę w łóżku, noga OK, znaczy się kolanko a ja „wyczerpałam” zapasy lektur. Mój czytnik przejrzałam i w pewnej chwili buziak mi się uśmiechnął… znalazłam „Słodko gorzko” – opowiadania. I nie ważne, ze już raz je czytałam. Są książki do których chętnie wracam. AUTORZY zbioru opowiadań to: * Andrzej Paczkowski * Anna Pasikowska * Anna Rybkowska * Dorota Pase…k * Grzegorz Krzyżewski * Jan Siwmir * Joanna Łukowska * Katarzyna Woźniak * Kornelia Romanowska * Maciej Ślużyński * Magdalena Zimniak * Piotr Mrok * Zuzanna Lenska Ze strony RW2010.pl polecam
Marta Grzebuła
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Książki, które stały się okrętami. Luiza Dobrzyńska. Jacek Piekara. Joanna Łukowska

02 cze

Fragment kolejnej odtworzonej. Tylko tyle miałam zapisane.

TO SĄ TYLKO FRAGMENTY ODTWORZONYCH NIETYPWYCH RECENZJI !!!

 

1454778_644021322317443_87174735_nA dziś a nocy, jak już wybiłam się całkiem ze snu, { tak długo pracowałam nad swoją powieścią} słuchałam ” Młot na czarownice” autor- Jacek Piekara – Świetna! I oczywiście nie spałam do 6, potem padłam jak przysłowiowa kawka. Ale jakie miałam sny, ho, ho…Strach się bać.  Podpalana, dręczona, torturowana … a na koniec, jak to w śnie bywa, „przerzuciło” mnie i śniłam o moim najstarszym synu, Michale. Aż się poryczałam. Jego życie było zagrożone. Cholerna inkwizycja Nie czyta, ani nie słucha się takich książek po nocy…A już na pewno nie przed snem. Ale sklei grzechem jest jej nie przeczytać. Zaznaczam róbcie to za dnia.

Kolejna

1393042_640139589372283_1019538595_nZ SERII NIETYPOWE RECENZJE MARTY- A i jeszcze jedna…też tak na gorąco Luiza Dobrzyńska i Jej „jesteś na to zbyt młoda” Ja na pewno nie…Ale moja przewodniczka, świetna młoda i pełna życia, oraz mająca w sobie coś bardzo dziwnego. To „coś” okaże się być czymś szalenie wyjątkowym. polubiłam ją. Bystrą, inteligentną dziewczynę. Młodą i ambitną. Jej życie zaczęło się naście lat wcześniej. Szybko s…traciła rodziców… A może ich tak naprawdę nigdy nie miała? Może za matkę i ojca uważała kogoś innego? Wyjątkową kobietę, która była dla  niej w takim samym stopniu opiekunką, co przyjaciółką, nauczycielką…Ale los bywa wredny…Wiem to wszyscy. I moja mała przewodniczka również tego doświadczyła. Dlaczego musi wyjechać do wujostwa? Co takiego się stało? Oczywiście tego dowiemy się z książki.Ale dopiero teraz mamy świetną akcję…Świat niczym w Harrym Potterze. A może nawet lepszy? Czarownice, magia, wilkołaki, wampiry i ona, młoda dziewczyna, która nagle dowiaduje się kim jest naprawdę. Kim? masz ochotę zapytać. Nie dziwę się…Może ma moce, o które się nigdy nie posądzała. A jej ciotka i wujek? Co ci ludzie w niosą w jej życie? Czego nauczą? A miłość, będzie na nią czas? A jakże…Przyjaźnie i anty-sympatie. I ona w tym zawiłym świtem, między światami…Luiza świetnie operuje słowem tworzy obrazy i dialogi, które się „łyka”I tak łykam kolejne strony. Miałam przyjemność przeczytać cztery książki Luzy. „Dusza” „Kawalkada” ” Pol Trek  w imieniu Rzeczpospolitej” Przy tej to dopiero szał. Boki zrywałam ze śmiechy, ale nie tylko, bywało, że pojmowałam, że choć Luiza stworzyła Polski Świat Star -Treka to szczypta ironii, jaką mi zafundowała, mimo wszystko coś boleśnie uświadomiła…Że Polski „Hermasz” bo na dalsze litery farby zabrakło, jak to w Polsce, jest swoistą „puszką” { miałam ochotę napisać Pandory} i chyba niewiele bym się pomyliła. Ale tak naprawdę Luiza pisząc tę powieść dała mi ją do rąk z nadzieją, że mnie ubawi…Tak, ubawiła, ale jak napisałam…Zmusiła mnie do refleksji. Bo jak ich nie doświadczyć, kiedy ma się przed oczami swoisty konglomerat osobowości? Postacie tak różne, i tak niesamowite że aż … realne. Tak realne w sensie takim, że bez ogródek ukazywane są nasze słabości, nasze niedociągnięcia…Satyra na leniwego Polaka? Oj może za ostro, bo tam nie tylko Polacy biorą udział w akcji…w locie na…Oj za dużo opiszę, Więc tylko dodam. „Hermasz” to Świat w pigułce, jak dla mnie. A czwarta książką jaką przeczytałam to właśnie „Jesteś na to zbyt młoda” Tytuł dość przewrotny. Mój mąż jako facet pomyślał o czym zgoła innym. Jak to facet {he,he} Ale moja przewodniczka nie była na nic za młoda…Jedynie czasem za smutna…Bo życie nie rozpieszcza, zwłaszcza jak się musisz nauczyć żyć i niemal być między dwoma światami…Między baśnią a …życiem. Luiza świetnie to ukazała. Oczywiście, moim zdaniem. A teraz małe wyjaśnienie: dlaczego tu pisze nietypowe recenzje…Nie uwierzycie, ale przysięgam…to prawda…Od ponad pięciu dni, nie mogę się zalogować na swój WŁASNY BLOG. WCIĄŻ mi wyskakuje info. Błędny login lub hasło. Ludzie myślę, od marca 2012 nie zmieniłam nic…Skąd to info? Ale cóż, napisałam do Admina i czekam…Tak więc póki co tu na FB będę pisać. A tak przy okazji, nadmienię. Niebawem napisze o książkach Ani Kenig-Kacperska. A teraz pozdrawiam WSZYSTKICH i to bez wyjątku.
1382091_625217117531197_1519184059_nKochani, jest parę minut po piątej rano, a ja jak ta „pijawka” przyssałam się do książki i nie mogę przestać czytać. Śmieję się, prawie na głos, płaczę niemal tak samo. Po porostu szał! To zbór opowiadań, ale każde jest jak bomba, rozsadza mnie, eksploduję od środka. Joanna Łukowska i „Od pierwszego dotyku” z RW 2010 a u mnie od pierwszego wejrzenia fascynacja. Już pierwsze opowiadanie mnie zniewoliło.  A to był dopiero początek. Kochani jeszcze mi zostało kilka stron. Kilka westchnień, uśmiechów pełnego spontanu przy czytaniu. Czy wam ją polecam? OCZYWIŚCIE. Ja od 23 nie mogę się od niej oderwać { od czytnika}. Wspominałam o tej książce w moim blogu NIETYPOWE RECENZJE MARTY, za jakiś czas podzielę się tym co od tego momentu targa moją duszą, umysłem, ba! nawet ciałem. Ostatnimi czasy {oprócz dwóch} przeczytałam 12 książek, w tym również zbiory opowiadań, ale ten zbiór jest świetny. I muszę nazwać się { choć pod tym względem} szczęściarą. Miałam wielką przyjemność czytać 10 ŚWIETNYCH  KSIĄŻEK a do  tego cztery tomiki poezji. Czyż nie jestem szczęściarą? Mieć wolne, w tym czasie pokonać wredne choróbsko, a między czasie trafić na takie książki!. To niesamowite. Tak jestem rozentuzjazmowana, że nie dam rady zasnąć. Pewnie padnę jak kawka, zaraz po skończeniu ostatniej strony książki „Od pierwszego dotyku” Pamiętajcie warto. Joanna Łukowska { zmiana literki i byłby Łukomska =D} i Jej książka czeka na Was. W zamian gwarantuje… Oj, co tam będę zachwalać. Ja już wiem, ile radości mi dała, wzruszeń a  Wy? Pewnikiem też tego zapragniecie… Tak myślę.
TO SĄ TYLKO FRAGMENTY ODTWORZONYCH NIETYPOWYCH RECENZJI
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

DZIECI PLANETY ZIEMIA -LUIZA DOBRZYŃSKA

02 cze
ODTWORZONA RECENZJA
1536663_674058569313718_2130310373_n
Skończyłam niedawno czytać książkę Luizy Dobrzyńskiej „Dzieci planety Ziemia”… Po dwudziestu dwóch miesiącach podroży statkiem kosmicznym lądujemy na planecie Patris, a tym czasem coś niedobrego wydarzyło się w Układzie Słonecznym. Planeta ziemia …? Co się stało? Czy naprawdę coś niedobrego? Ziemia jest już wspomnieniem? Jaka katastrofa tam się wydarzyła? Wszyscy są porażeni tą informacją. Nad…al nie ma kontaktu z błękitną planetą. Ale my, jako koloniści i tak nie mamy innego wyjścia. Zostajemy tu, na Patris. Odkrywamy faunę i florę jakiej nawet nasza zdolność wyobraźni by nie podołała. Plastyczne obrazy jakie stworzyła przede mną Autorka tworzą swoistą tęczę. Niesamowity świat przyszłości? Czy na pewno ta planeta ma być naszym „domem”? My czyści genetycznie ludzie zastanawiamy się nad tym. Nad naszą przyszłością. Fascynującym elementem tej książki, jest ukazanie samotności w tłumie. A przecież powstały wielkie miasta, a mimo to szukamy zrozumienia, miłości u… Kim są jak się nazywają…Ci inni? Czy to maszyny? Czy to one są bardziej ludzkie niż my? Bohaterowie samotni w tłumie. Otoczeni wręcz baśniową przyrodą…Świat, cywilizacja prze do przodu, a mimo to samotność pozostaje stałym elementem naszego bytu. Naszej egzystencji. Nic nie jest doskonałe dopóki to człowiek taki się nie stanie. A może taki będzie? A androidy, czy to od nich się nauczymy być ludzcy? Niemal niewiarygodne sformułowanie…Ale jednak…Czy koloniści w ogóle czegoś się nauczą? Książką, która moim zdaniem nie tylko porywa w świat fantastyki, ale w głąb mnie. W głąb siebie, każdy czytelnik będzie miał takie odczucia. Oczywiście to subiektywne stwierdzenie, ale może się nie mylę? …Polecam każdemu, kto kocha się w dobrej, mądrej książce.. Luiza Dobrzyńska i Jej świat emocji, wyobraźni i emocji…ale czy na pewno tylko Jej? Myślę, że za Jej sprawą także i nasz.  Naprawdę polecam. Piękna, malownicza okładka. Już ten pejzaż uruchamia wyobraźnię. Ukłon w stronę  Wydawnictwo Literackie Białe Pióro
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

PLAN -PATRYCJA GRYCIUK

02 cze
1506066_674435259276049_81103050_nODTWORZONA NIETYPOWA RECENZJA
Wczoraj skończyłam czytać książkę Patrycji Gryciuk PLAN i jestem nią zachwycona. To mało powiedziane. Zauroczona? Zafascynowana? Ilu bym słów nie napisała to i tak nie odda to czego doświadczyłam czytając te powieść. Powieść debiutancką tej Autorki. Aż się wierzyć nie chce. Co za warsztat! Kim jest Patrycja Gryciuk? Urodziła się i wychowała w Legnicy. Jest absolwentką I LO, gdzie skończyła klasę dziennikarską, która otworzyła przed nią praktyki w legnickiej prasie i radiu. Jako licealistka grała w amatorskim kółku teatralnym w legnickim teatrze. Następnie skończyła Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w Legnicy, później Filologię Romańską we Wrocławiu. Od tamtego czasu mieszkała w różnych krajach ucząc w elitarnych szkołach francuskich (Hiszpania, Francja, USA, Szwajcaria). Dziś mieszka we Francji, a pracuje w Genewie, gdzie uczy francuskiego w jednej z najstarszych i najbardziej cenionych szkół IB na świecie. Patrycja Gryciuk jest mężatką i mamą dwóch małych chłopców. Na co dzień lubi czytać, chodzić do kina, słuchać muzyki i podróżować. Poznałam Ją tak naprawdę dzięki powieści. Książce, w której bohaterka w takim samym stopniu mnie zachwyca, co czasem denerwuje. Jej niezdecydowanie, jej poszukiwanie, błądzenie, złe wybory a potem żal… Nowa miłość tajemniczy bogaty wręcz wspaniały facet i ona .. Ale za moją bohaterką jest inna również wyjątkowa miłość. A może wcale to nie przeszłość. Kto zawalczy o te uczucie? Ona, Anna, czy jej ongiś przyjaciel a potem miłość? I czy ten co miał być tak wspaniały, takim się okaże człowiekiem? Powieść romantyczna, jak mawiam zatrzymująca oddech. Ale nie tylko ma swoje drugie dno. A jakie? No cóż zachęcam Was do sprawdzenia tego osobiście. Polecam wiec PLAN Patrycji Gryciuk, jak dla mnie wyjątkowej kobiety, która do powieści przemyciła własne idee, poglądy na tak ważne dla nas wszystkich sprawy. Nie tylko miłość, wierz mi.
Marta Grzebuła
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

FLORYSTKA- KATARZYNA BONDA

01 cze

FLORYSTKA- KATARZYNA BONDA

FLORYSTKA
 bny
Czas na nietypową recenzję…
Powieść Katarzyny Bonda, FLORYSTKA.
Skończyłam czytać ją dziś w nocy. Czytałam bez przerwy, dwa dni. O, przepraszam…wczoraj musiałam iść rankiem i po nowe okulary. Ale w drodze do przychodni nadal myślałam o książce. Zawróciła mi w głowie. Analizowałam, robiłam profil sprawcy czy też sprawców. Opierając się tylko na poszlakach, na tym, co podpowiedzieli mi moi przewodnicy, usiłowałam rozwiązać zagadkę śmierci ofiary a może ofiar?
Kochani w przychodni siedziałam niemal, jak na przysłowiowych szpilkach, już chciałam być w domu. Nie wzięłam swojego czytnika, na którym jest powieść. Żałowałam. Kolejka była dłuższa niż moja zdolność pojmowania tego, dlaczego trzeba aż tyle czekać. Mąż spacerował w te i z powrotem, zerkając badawczo na mnie od czasu do czasu.
-O czym tak intensywnie myślisz? -spytał w pewnej chwili.-Nie mów, że o książce? -Uśmiechnął się.

Znał mnie lepiej niż sądziłam. W sumie nie musiałam Mu nawet odpowiadać. Tak, myślałam o książce. O dzieciach, o ofiarach. Byłam zła, bo mimo tak idealnego podszeptu, mimo stworzenia przez moją dwójkę przewodników doskonałego profilu, ja nie wiedziałam. Nie, inaczej. Nie mogłam się z tym pogodzić. Wstrząsnęła mnie moja własna myśl, wówczas doszedł mnie łagodnie brzmiący głos młodej kobiety.
-Pani Grzebuła. Proszę.
Weszłam. Mijały minuty, w których poddawano moje oczy badaniom, ale również i moją cierpliwość. Jak ja nie lubię chodzić po lekarzach, pomyślałam. Ja pielęgniarka, pracująca 30 lat na oddziale Reanimacji i Anestezjologii. Nie lubię bywać w przychodniach. Wy pewnie też. I to, jak znam życie, z różnych powodów, tego nie lubimy.
Z ulgą, że to już koniec, odebrałam receptę. Odsłuchałam, lekko charczący głos, chorej pani okulistki, i dziękując przykładnie, wyszłam z gabinetu. Silnik samochodu był gotów do jazdy. Ja też.
W końcu byliśmy w domu. A ja usiadłam na mój kochany, bujany fotel i znów wzięłam się do czytania. Mój przewodnik wprowadził mnie ponownie do domu, pewnej bardzo nieszczęśliwej kobiety. Straciła syna. I nagle, przyznam się , że często mi się to zdarza. Stałam się nią, florystką. Znów włączyła się we mnie, drzemiąca od lat, zdolność identyfikowania się z bohaterem…Ciekawi Was, o kim teraz piszę? Na pewno. Nie dziwię się. Kim jest owa drobna kobieta, o dłoniach, na których maluje się liniami, zadrapaniami, małymi rankami jej praca. Praca? Czy pasja?
A tym czasem…Jestem nią. Tak silnie się identyfikuję z postacią, że niemal fizycznie odczuwam jej ból. Jej cierpienie. A ona zabiera mnie do Ogrodu. Nie po raz pierwszy zresztą, ale tym razem jest inaczej. Czy uruchomiła się we mnie całkowita i pełna zdolność empatii? Tak. Mam trzech synów. Strata, któregokolwiek zabiłaby we mnie w takim samym stopniu duszę, co i ciało. Ale, ale… Czy trzeba być Matką, aby wczuć się w te emocje? Nie. Wierzcie mi, nie. Autorka ma niesamowity dar. Czytając powieść miałam bez mała cały czas wrażenie, że i Jej emocje, Jej cierpienie, w które jakby uwikłała się {wiem to dość niezręczne słowo, ale brakuje mi innego} w tę matnię smutku, porażające każde prawie zakończenie nerwowe…jest wspólne, dla Niej i dla mnie…
Wasze wrażenie, jak zaczniecie czytać będzie takie samo. Zapewniam.
Argumentując…To, co odczuwałam za każdym razem, stając się Florystką było piorunująco sugestywne, ale nie tylko…Za sprawą, mistrzowsko, skreślonych postaci powieści byłam każdym z jej bohaterów. Czy kogoś wybrałam na tego jednego? Nie, to w tym wypadku było niemożliwe. Dlaczego? spytacie. No cóż, starym {prawie} zwyczajem, tak dla mnie charakterystycznym, odsyłam Was moi Drodzy do książki. Wnikając w ten świat, staniecie się śledczym, psychologiem, Florystką, Harfistką a nawet…A może przede wszystkim, chłopcem i dziewczyną. Dziećmi. Wiele dróg, jakże wiele osób, prowadzi mnie ku prawdzie. Ku jakże zaskakującej prawdzie. A tym czasem do pokoju niemal skrada się mąż ze swoim odwiecznym pytaniem na ustach.
-Martusiu, zjemy coś?
Kiwam głową, nie odrywając oczu od e-booka.
-To dobrze. Naszykuję coś do jedzenia.
Zerkam na Henryka. Sprawia wrażenie zakłopotanego.
-Heniu!- wołam za znikającym w przedpokoju mężem. -Ja naszykuję. Poczekaj!
-Nie, nie słonko- głowa męża ukazuje się ponownie w drzwiach.- Czytaj kochanie. Czytaj. Potem jak zwykle mi opowiesz.- Uśmiecha się. Kocham Go myślę, spoglądając na Jego znikającą ponownie sylwetkę.
Kiwam twierdząco głową. On tego jednak nie widzi.
Ale tak właśnie jest.
Opowiadam Mu przeczytane książki, ma słaby wzrok. A ja kocham opowiadać. To moje drugie ja.
Tak, więc teraz i Wam dopowiem, co było dalej. Oczywiście sięgam, międzyczasie, po zgubny nałóg. Papierosa. I dokonuję czegoś, co sądzę, że rzadko ktoś z Was to robi. Samoanalizy moich emocji. Tu i teraz. W chwili, gdy czytam kolejne strony oraz wyławiam, nitka po nitce, te emocje z początku książki. Jakże inne, odmienne. Wcześniej…Kąpałam się z moim przewodnikiem Odpoczywałam na pomoście. I starałam się zaprzeczać temu, co mi opowiadał. Zaprzeczałam, że nie jest skończonym człowiekiem, że wszystko, co dobre jeszcze przed nim. Polubiłam też Szwagra, Radzika i tych ludzi z głębi lasów, chroniących i dbających o wilki. Popieram całym sercem, takie inicjatywy.
Ale teraz już byłam z moim przewodnikiem gdzie indziej. Dom Harfistki. Dziwna kobieta…myślę. Podobnie sądzi on.
Moi Kochani być może wyczuwacie pewien chaos moich słów. Zgadza się. Brak tu chronologii zdarzeń przeze mnie opisywanych. Bo czy chodzi o chronologię? Kto, z kim, gdzie i dlaczego? Dobrze wiecie, że nie. Moje nietypowe recenzje mają to do siebie, że opowiadam Wam, opisując, moje emocje. A ta powieść zmusiła” mnie{ to też nie jest dobre słowo} do wędrówki poprzez tak wiele sytuacji, wiele zdarzeń, czasem zazębionych, czasem nie. Ukazała mi tak wielu bohaterów, że niedane mi było inaczej to spasać. Tak myślę. A ponad to jest i we mnie {w Was również} to współodczuwanie. I to ono nakazywało mi zatrzymać się nad postacią. Zrozumieć ją. Wierzcie, czasem było to trudne. Ale nie osądzałam. Nie złościłam się. Nawet na starszą panią, o której można by było na pierwszy rzut oka powiedzieć „Modli się pod figurą a diabła ma za skórą”. Ale na początku byłam na nią wściekła. Podejrzewałam ją o to, co najgorsze. Wiedźma, z różańcem w ręku, myślałam. A potem…Potem. No właśnie..
Czy nie nadejdzie taka chwila, w której będę musiała zweryfikować swoje zdanie? Jak sądzicie? Cóż, wiecie już gdzie Was odsyłam? Do książki.
A tym czasem przebrnęłam przez niejedną łzę, przez niejedno cierpienie doznałam nawet fizycznego bólu … I poniżenia. Bo to, kim stawałam się, dzięki idealnej, fantastycznej zdolności Autorki „wciągania czytelnika” w wir zdarzeń, w wir emocji, spowodował, że nie byłam w stanie oderwać się od książki, nawet wtedy, gdy na stole pojawiła się obiado- kolacja. Henryk, jak bezradne dziecko stał przed stołem, spoglądał na mnie z uwagą i nie chcąc mi przeszkadzać, szepnął tak cicho, jakby zderzyły się ze sobą dwa listki.
Spojrzałam w tym kierunku, nie rozumiejąc, co usiłuje mi powiedzieć. Popatrzył na mnie, uśmiechnął się przepraszająco i nieco głośniej spytał.
-Zjesz ze mną?
-Oczywiście- szybko odparłam, zerkając raz na Niego, a raz na ten bukiet jedzenia, który naszykował. Usiadłam, ale czytnik leżał obok. Henryk nie wytrzymał i się zaśmiał.
-No dobrze Kruszynko…opowiedz mi, o czym jest ta książka.
I tak pomiędzy jednym kęsem a drugim, pomiędzy jednym łykiem herbaty a kolejnym, zaczęłam opowiadać mu o Florystce…i nie tylko. W pewnej chwili przerwał mi.
-A czy nie uważasz tego za dziwne?…
- Co?- przerwałam Mu. Zaintrygował mnie.
-Poczekaj…Przerywasz mi- spojrzał na mnie kręcąc, jakby poddenerwowany głową.- Dziwna wydaje mi się jej postać … z tego, co mówisz…Harfistki. Coś w niej nie togo…- pochylił się nad surówką. Przełknął i kontynuował.
-To, że są ofiary, to, że wszystko zapętla się w czasie. Przeszłość i teraźniejszość, ma dla mnie wspólny mianownik. Dla ciebie nie?
-Owszem- odparłam. Ale poczekaj to nie wszystko…
Czas płynął. Tak jak burzowe chmury za oknem. Wolno i majestatycznie. Choć nie, czas mi i mężowi upływał w pełnym, już bardzo chronologicznym, ciągu zdarzeń. Przyczyna i skutek. Usiłowanie zdobycia pełnej kontroli. Nad kim? spytacie. Kochani, przecież znacie odpowiedź. Zapraszam do książki.
A tym czasem…
Henryk zmywał po posiłku. A ja znów przy moim małym stoliku kawowym, siedząc na fotelu, który od czasu do czasu „napędzany” siłą moich nóg, odpływał ku tyłowi, by po sekundzie, niczym fala podpłynąć do przodu, siedziałam i czytałam. Polubiłam mojego profilera. Bardzo. Kurczę, ale on męski. Chyba się zarumieniłam. Poczułam, bowiem coś w rodzaju ciepła na policzkach. Szybko przywołałam się do porządku. Spoglądając na ślubne zdjęcie. Ja i Henryk. Piękni i tacy szczęśliwi. Jak i dziś.
Wracam do czytnika, poprawiam okulary{jeszcze te stare} i wraz z jego przyjaciółmi z Policji Kryminalnej oraz…kobietą. Od samego początku ją polubiłam. Twarda zawodniczka. Psycholożka. Prawie jak ja. {Ja nie skończyłam studiów} Ale to inna, moja, historia.
Kolejno, z każdym z moich zaprzyjaźnionych bohaterów, usiłuje poznać pardwę. Ale za nim to nastąpi…Znów ból, smutek, potężne, niewyobrażalne poczucie samotności, wkrada się w moją duszę. Kto aż tak cierpi? Wiem, chcielibyście wiedzieć. Niestety. Nie zdradzę Wam tego. I wiecie dlaczego.
Jestem mała, mam nie więcej niż …?… Będę okrutna. Nawet tego Wam nie zdradzę. Ale podpowiem. Jestem dzieciakiem. Mam talent. Jestem szalenie inteligentna i spostrzegawcza, ale też właśnie przez to dopadają mnie demony…demony lęku, poczucia odrzucenia.

Brak akceptacji. Jakże to częste zjawisko w naszych domach. Czy tylko w stosunku do dzieci? Nie sądzę. A Wy?
Kochani, tyle emocji, i tyle sytuacji, w jakie zostałam za moim przyzwoleniem- wręcz ogromnym pragnieniem – wciągnięta, powodują, że oscyluję, od wściekłości, po ogromne współczucie. Śmierć w tej powieści jest jak złodziej. Skrada i okrada moich bohaterów z tego, co najcenniejsze dla nich. Czy tylko dla nich? Przecież życie cenne jest dla Nas Wszystkich. Prawda? A kiedy pomyślę sobie, że to wszystko…No, właśnie Kochani. Pytanie za 100 punktów. Czy to wszystko nie wydarzyło się, aby naprawdę? A może to mistrzowsko, harmonijne połączenie prawdy i fikcji literackiej? Kto to wie? Kto wie? Ja tak. Wy? Macie szansę się dowiedzieć. Wiecie jak?
Spoglądam na cyferki storn. Nieubłagalnie maleją. Jeszcze 20 i koniec? Czytam list…Kolejny list. Robi mi się smutno. Międzyczasie koty buszują po pokoju. Malwinka rozkopała, jak zwykle zresztą, doniczkę, Malwin Junior usiłuje podjeść listki suszonych kwiatów, a Młody leniuchuje na sofie. Śpi. Jeden grzeczny myślę i ponownie spoglądam na czytnik. Po drodze „zahaczam” okiem o zegar. Chryste! To już trzecia w nocy? Pytam ciszę panującą w pokoju. Koty nawet nie zwróciły uwagi na mój głos. Jedynie pies Maks podniósł na sekundę swój rudo lwi łeb. Ale zaraz znów go wtulił w swoje łapy. A ja prostując plecy sięgnęłam po kawę. Łyk, odpalenie papierosa trwa kilka sekund. Zapytacie się teraz, dlaczego…tuż, tuż przed końcem książki, robię przerwę? Tak, robię przerwę. To tak jak na scenie…Tu, choć nie ma fanfar, choć nie ma słów:
„A teraz drodzy państwo finał…”WIELKI FINAŁ”
Ja sama odsuwam ten moment. Napięcie się wzmaga. Lubię te sekundy. Dzięki moim przewodnikom, profilerowi, psycholożce i dziennikarce oraz policjantom, nie wspominając doktora, wiem już, kto i dlaczego. Ale zbliżanie się do tego momentu, tak wyczekiwanego jest dokładnie tą chwilą, na którą się czeka już od pierwszych stron książki… Spoglądam, czytam i…
-Wiedziałam! Ale numer!- jestem podekscytowana. Poruszona. Mimo, że spodziewałam się od jakiegoś czasu, takiego zakończenia. Nie mogłam uwierzyć. Moi przewodnicy { Czy Autorka?} Okazali się być genialni w przeprowadzaniu mnie, jako czytelnika przez ten labirynt poszlak, materiałów dowodowych oraz.. podszeptów. Podszeptów? spytacie. Tak, odpowiem Wam…podszeptów, mojej intuicji. I ich intuicji. Chcecie się dowiedzieć czy i u Was się „włączy” jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, intuicja? Wiecie, co robić, prawda?
Mija kolejna minuta od mojego wybuchu a ja wciąż patrzę na ostatnie rzędy liter. I mało mi. Czuję niedosyt. Chcę znów, chce ponownie spotkać się z profilerem, Chcę, aby raz jeszcze zabrał mnie, ale z nią, psycholożką, do krainy ” łowów” do tego świata, gdzie czyjeś życie nie ma dla jednych, znaczenia. Bo liczy się tylko to, co on, ona chce. Kontrola, dominacja, wszechwładność, obsesja, paranoja…To, co cechuje ludzi. Czy myślę tu tylko o przestępcach? Jak sądzicie? Książką FLORYSTKA Katarzyny Bondy i na to pytanie Wam odpowie.
A tym czasem ja wracam na pierwsze strony, gdzie wszystko, moim zdaniem się zaczyna. Winda, Ogród i on…oraz ona, matka. Pożar, zwęglone ciało. Kogo? Kim była ofiara? I dlaczego musiała zginąć? Jeśli odpowiecie {czytając tą książkę} intuicyjne na to pytanie { co jest prawie niemożliwe} zrozumiecie motyw, pojmiecie zawiłość, ale nie będziecie w stanie, zmierzyć się bez uronienia choćby jednej łzy z tą potęgą cierpienia matki. A może się mylę?
Przekonajcie mnie, że tak. Napiszcie do mnie, gdy już przeczytacie tę powieść…
A ja tym czasem wciąż i nadal z wypiekami na twarzy spojrzę raz jeszcze na okładkę {Wydawco- Gratuluję- WIDEOGRAF- piękna jest}
A na niej… Młoda, o delikatnych rysach kobieta w jej włosach ten, co domem dusz. Zdziwieni? Kiedy przeczytacie tę powieść pojmiecie, dlaczego tak właśnie napisałam o tym białym, subtelnym kwiatku we włosach owej kobiety.
A ja tym czasem ponawiam pytanie. Właśnie. Kogo przedstawia? Uśmiecham się. Ja już wiem. A Wy…Wy dowiecie się, jak sądzę, niebawem.
Z serca polecam teraz Wam tę powieść, tak jak Anna Klejzerowicz mi i innym na popularnym portalu społecznościom ją poleciła. Ja skorzystałam z tego…Z Jej polecenia. Tak jak i Wy { wierzę w to} skorzystacie z mojego…
POLECAM.
Marta Grzebuła
Ps.
Cebulki niektórych kwiatów a może wszystkich, są sercem dla życia, dla jego się odrodzenia. Florystka…hm, hm..piękno dostrzegane pośród płatków, drobnych czasem, jak ziarno maku, pączkach. Dostrzegać, niedostrzegalne. Podziwiać, niezauważalne. Rozbudzać w sobie ten dar. To moja ostatnia myśl, za nim, tuż przed piątą nad ranem, nie zamknęłam oczu. Ta powieść, od chwili jej skończenia, jeszcze przez dwie godziny żyła we mnie. Ale czy tylko wtedy? O nie moi Kochani…ona wciąż we mnie żyje. Nawet teraz. Zapewniam.
Marta Grzebuła- Jarzębina

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda