RSS
 

SZKOŁA ŻON – MAGDALENA WITKIEWICZ

04 cze

SZKOŁA ŻON – MAGDALENA WITKIEWICZ wpis odszukany w sieci, więc z archiwum. Odszukuję od kilku dni wszystkich swoich nietypowych recenzji Marty, które kiedyś zamieszczałam w blogu o tym samym brzmieniu. Jednak na wskutek nagonki,  poddałam się,i skasowałam bloga. Teraz po przemyśleniu postanowiłam go reaktywować jak już pewnie wiecie. Wpisy – już te nowe {pojawią się za jakiś czas}, będą różniły się dość znacznie od poprzednich.  Nie stracą jednak, nic z tego co było charakterystyczne dla poprzedniego bloga NIETYPOWE RECENZJE MARTY. Zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu powieści Magdaleny Witkiewicz- SZKOŁA ŻON. Powieść ta wędrowała pośród moich koleżanek i cieszyła się sporym uznaniem i zainteresowaniem. Więc zapewniam, że jest dobra…Ja mogłam pomylić się w jej  ocenie, w moim nią zachwycie, ale nie sposób aby ponad 20 osób również się pomyliło…

Szkola-zon_Filia,images_big,23,978-83-63622-17-6liczba stron: 256
Wydawca: Filia
Okładka: miękka
Data premiery: 2013-04-17

 

Ostanie tygodnie były dla mnie jak labirynt. Labirynt emocji. Gubiłam się to odnajdywałam. Szukałam wyjścia z sytuacji to znów wiedziałam, gdzie mam się udać. Czasem wszystko wydawało mi się stale a czasem miałam wrażenie, że jestem na równi pochyłej i toczę się bez ustanku w dół. Opadam na dno.

I w takim czasie, w takich emocjach, zawirowań w mojej duszy, trafiła w moje ręce powieść SZKOŁA ŻON Magdaleny Witkiewicz. I w końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Ba! nawet nieźle się ubawić.

Autorka w sposób wielce subtelny a zarazem bardzo wyrazisty oprowadziła mnie po świecie gdzie zdrada ma imię, podłość lustrzane odbicie. Duma i pewność siebie ma odzwierciedlenie w naszym życiu. Dominuje w nim i go zniewala, ale równocześnie zabrała mnie w podróż poprzez najpiękniejszy świat uczuć. Tych zgoła innych. Odbudowała i we mnie wiarę, że ja też mogę, że potrafię. Że moje dno to jest dokładnie tym, od czego najwyższa pora jest się odbić.

Kompleks. To słowo, co przytłacza nie tak ilością liter a ogromem znaczenia. Moje przewodniczki, tym razem cztery, w różnym wieku i ja…I o dziwo. Z każdą z nich mogłam się na swój sposób identyfikować. Z ich pragnieniami, marzeniami a nawet żądzami…Wow…Żądze. Ano tak. Żądze. Erotyka to nie tylko muśnięcie, dotyk, buziak, no powiedzmy taki mocny…żart. Erotyzm to coś, czego choć nie nagłaśniamy to jednak pragniemy zaznać. Wstyd? Obawy? Przed czym? Przecież to „składowa” naszego życia. {Składowa…hm, wybacz mi to dość niezręczne słowo, ale inne nie przyszło mi teraz do głowy”

Dom…i on… mąż, partner, przyjaciel, kochanek i Ty, ja w tym związku.

Kawa, obiad, szybka, mało istotna rozmowa i gazeta do ręki. Wypad do kumpli a ty, ja „moje przewodniczki” znów same w czterech ścianach. RUTYNA zabija…Nie tylko nasz związek, ale to co tak wzniosłe i tak jest cenne w nas. Pragnienie miłości. Nie tylko tej fizycznej. Szybki seks, tuż przed kolejnym meczem?

O nie, to nie dla mnie. A dla moich przewodniczek?

Okazuje się, że też nie.

I nagle, czasem poprzez dzieło przypadku, trafiamy do „raju” trafiamy do SZKOŁY ŻON. Ale numer!

Nie od razu, ale są w niej ludzie, kobiety, mężczyźni { o tak mężczyźni. Bogowie na Ziemi} którzy potrafią obudzić nas, mnie, Ciebie z letargu.

Okazuje się, że nie tylko obudzą we mnie, w nas, erotyzm…I do diaska! Nie tylko oto TU chodzi. Budzą w nas po prostu, albo i aż KOBIETĘ.

Książka, przy której sięgałam – odruchowo – do swoich wspomnień. Wiem, co znaczy zdrada. Niestety. Wiem, co znaczy porzucenie. Niestety. I wiem, co to znaczy rozwód. Niestety. Ale nie wiedziałam wówczas, że potrzebne jest mi antidotum. Odtrutka od toksycznego związku. Czytając kilka tygodni temu tę powieść aż pożałowałam, że nie ma naprawdę takiego SPA, takie rzeczywistej SZKOŁY ŻON. Nie, proszę, nie uśmiechaj się pobłażliwie. To nie oto chodzi…W końcu sobie poradziłam. Ale gdyby Autorka wcześniej napisała tę powieść…o ile krócej bym błądziła poprzez meandry własnej {rzekomej} niedoskonałości. Byłam zarówno nad dnie –przytłoczona emocją- i znaczeniem słowa KOMPLEKS jak i sięgnęłam szczyty jego znaczenia. Mówiłam wówczas o sobie „Góra kompleksów”

Więc co dziś, gdy już wybrnęłam z tej matni {lata temu to się stało} dała mi ta powieść? Upewniła mnie, że to, co i jak robiłam było warte każdej sekundy mojego uporu, aby zawalczyć  …Gdy walczyłam z sobą o siebie. Tak, jak walczyły moje przewodniczki.

Świetna książka, jak jedna z koleżanek z pracy powiedziała „Grey niech przed nią klęka”. I ja tak uważam. A więc już zaczynasz się domyślać, w jakich klimatach jest ta powieść? Być może masz rację, ale pamiętaj…Grey klęka.

Nie oczekuj, więc nic co owa trylogia „wnosiła” w Twój świat emocji {Zakładam, że ją znasz} SZKOŁA ŻON to całkiem inny świat. To bardzo wartościowa, mądra pozycja, gdzie miłość = seks, ma ogromne znaczenie, ale tylko po to, aby podnieść cię z ruin, aby uwolnić z ciebie, twoje poczucie wartości. Wartości, które czasem latami mniej lub bardziej niechcący zabijał w tobie twój partner. Stawaliście się sobie coraz bardziej odlegli. Nawet wspólne łóżko, pościel was już nie łączyło. Powoli gasł ten żar, płomień, który ty chciałaś wciąż utrzymać…Ale niestety, mimo wysiłków on przygasał, przygasał…aby w końcu przestać istnieć. I o tym też jest ta powieść.

A może nie?

Może jak u moich przewodniczek okaże się, że on wciąż się tli?

Wystarczy iskra. Tylko, kto ją dostrzeże, kto ją wznieci?

Odpowiedzi masz w powieści.

Moje nietypowe recenzje i ja…Moje emocje i wzruszenia. Moje zdanie jest ważne, ale to TWOJE jest najważniejsze. Pamiętaj.

A ja tylko Ci podszepnę …POLECAM. SZKOŁA ŻON jest czymś  rodzaju drogowskazu…Myślę, że dzięki niej, jeśli jesteś mężczyzną, poznasz zawiły świat emocji kobiet, a jeśli jesteś kobietą, to potraktujesz ją może nawet jako „przewodnik” lub „kartę wstępu” do lepszego świata. Gdzie to ty będziesz Panią!

Zapraszam, Marta Grzebuła

Miałam przyjemność czytać inne powieści tej Autorki { o nich wkrótce napiszę} i żadna mnie nie zawiodła. Oprócz gamy humoru otrzymałam sporo pozytywnych emocji. Czasem oscylowałam od smutku, po radość. Ale nie tylko. Wniosły one w mój świat emocji wiele dobrego. Pozwoliły czasem zapomnieć o tym co wokół, o tym, co dręczy. Książki właśnie mają to do siebie; pozwalają zapomnieć o własnym życiu. A czasem wnoszą w nie coś, co pozwala nam popatrzeć na życie z dystansem. Mówiąc krótko- książki uczą. Zawsze to mówiłam.  Powieści  takie, jak „Milaczek”, jak „Pensjonat marzeń”, czy „Panny roztropne” autorstwa tej Pisarki, również wiele wniosły w moją zdolność pojmowania, postrzegania a czasem po prostu, lub aż bawiły mnie i rozluźniły. Tak zwyczajnie, i tak po prostu…

A teraz

Zapraszam do czytania…

kolejnej nietypowej recenzji…

wkrótce.

 

Marta G.

1800313_671273522914735_769136783_n

 https://www.facebook.com/magdalena.witkiewicz

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. narcyz11.93

    5 czerwca 2014 o 15:34

    Interesująca treść:) Pozdrawiam.
    http://przepisnazycie2f.blog.pl/