RSS
 

Archiwum - Październik, 2014

ODŁAMKI CZASU i KORZENIE ZŁA -Włodzimierz Dajcz

28 paź

ODŁAMKI CZASU i KORZENIE ZŁA 

535503_423266397729069_761935176_nKiedy kurier doniósł mi kolejną przesyłkę, mąż się lekko zdziwił. Albo i nie. Henryk raz sprawia wrażenie, że przywykł do tego typu przesyłek a raz, myślę, że udaje zaskoczonego. Być może zaskoczony jest tylko wówczas, gdy nie trzeba za paczkę płacić. Zresztą, ja też jestem mile zaskoczona.
Siedziałam w pokoju, szykowałam się do szpitala ( takie problemiki zdrowotne zmusiły mnie do kilku wizyt i małego pobytu, nie wiedziano czy to nerka mi doskwiera, czy Tylko kręgosłup)

I gdy tak siedziałam przeglądając raz już czytane książki, wszedł Henryk z paczką. Włodzimierz Dajcz ” Odłamki czasu” i „Korzenie zła”
Oj, te książki to dopiero mnie zaczarowały. Dlaczego ? spytasz. Bo uwielbiam historię. Kocham te emocje, te wspomnienia o tych, co tak wiele dla nas znaczyli. Każda ze stron tej powieści, właściwie tych powieści, rozbudziła we mnie moje własne wspomnienia. O dziadku z wąsami Piłsudskiego. Babci Broni i Jej przeżyciach podczas wojny, Babci Ani sanitariusze w partyzantce i moim tacie, który choć miał 3 lata jak wybuchła wojna to Jego pamięć na wskutek traumatycznych przeżyć stała się niczym skała. Trwała i trwa niewzruszona do dziś. Czasem mam wrażenie, że mój tato pamięta lepiej TAMTE czasy niż obecne…Ale Włodzimierz Dajcz…i Jego HISTORIA, Historia Jego bliskich… To wielki i wspaniały Hołd złożony przez Autora Tym bez których i On by nie zaistniał…Tak jak i ja bez swojej historii Rodu…Jak i TY, bez swojej.
„Korzenia zła”

To powieść, w której i ja czytając odczuwałam ból. Spytasz; Dlaczego? Wierz mi Autor nie wciągając mnie, jako czytelnika w politykę raz jeszcze uświadomił mi, że afera, goni aferę, że korupcja ma określone imię, twarz i że nie tyczy się to tylko małego zakątka Polski. To plaga. Przyznam się, że ciężko mi pisać o moich emocjach, jakie targały mną przy czytaniu tej książki. Ponieważ mam żal, jak i {tak sądzę} Autor, do tego, co dzieje się za sprawą polityków w kraju…Wściekałam się, choć Włodzimierz Dajcz opisywał to wszystko w małej sakli, ale czy trzeba być geniuszem by nie wiedzieć, że wszystko to można a nawet trzeba przełożyć na cała Polskę? Myślę, że nie. Gdy mąż przeczytał tę powieść, podsumował ją jednym zdaniem:” Ale facet ma poczucie sprawiedliwości. Niech to. Ma serce i jest prawdziwym patriotą”
Zapytałam Henryka co rozumienie przez słowa „Prawdziwy patriota”. Spojrzał na mnie zdziwiony sięgnął po łyk kawy i odparł: „ Martusiu to taki człowiek, który jest świadomy fałszu jaki panuje w tym kraju jednocześnie kocha te ziemie całym sercem. Bo to nie ona, Polska jest winna temu, co się dzieje a ci, co myślą, że są na stołkach, iże są nietykalni. Mało tego ten Pan docenia naszą historię, wie co ten kraj, co my i co nasi przodkowie musieliśmy przeżyć i do tego potrafi, i chce o tym pisać, w taki a nie inny sposób. Pokuszę się Martuś o twoje słowa, jakie sama często używasz. Lecz nie myśl, że to patos, ale ten Pan naprawdę pisze „sercem do serc”
Zamyślałam się. I nagle uświadomiłam sobie, że Henryk nie powiedział niczego o czym ja bym nie pomyślała. To prawda Włodzimierz Dajcz potrafi pisać o naszej – swojej- historii w taki sposób, że serce drży. Że umysł spiętrza emocje. A może i serce? Tak. Przede wszystkim serce.
Wielkie dziękuję Panie Włodzimierzu za Pana pragnienie dzielenia się tym co jest tak naprawdę ważne. Za naszą HISTORIĘ.


https://www.facebook.com/dajcz.al

 

 

84be7c9595d4_large
Drogi Czytelniku, czytasz tę nietypową recenzję i pewnie się zastanawiasz; Na ile i czy w ogóle tego typu tematyka Ci odpowiada?” Nie znam Ciebie, więc nie odpowiem. Przecież Ty z pewnością znasz się sam najlepiej, ale czy nigdy nie skusiłeś się o poznanie własnej historii rodu. Skąd przybywasz? Jak daleko sięgają Twoje korzenie? Przecież nikt z nas jak mówi się pół żartem pół serio „Nie urwał się z choinki” Mam nadzieję, że nie gniewasz się za te stwierdzenie. Ale ja znam swoją historię rodu i to aż do czasów Rocha III. Czy Ty zechcesz poznać aż tak odległe czasy? Czasy Twojego Rodu? Nie wiem, ale myślę, że warto się nad tym zastanowić. Nad naszą, Twoją, historią.
Marta Grzebuła

 
1 komentarz

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

ZAMEK Z PIASKU Magdalena Witkiewicz

28 paź

27111_367254623682_7367866_n

Foto Piotr Połoczański makeup Kala Kofeina Wyroslak

 

     ZAMEK Z PIASKU

Są książki, do których się wraca. Są emocje, które koniecznie raz jeszcze pragniemy przeżyć. Tak jest ze mną i z powieścią Magdalena Witkiewicz „Zamek z piasku”. Losy Weroniki, Marka, Kuby, Dominiki – tak dla mnie ważne, tak bliskie memu sercu, że nie mogłam się oprzeć ponownemu spotkaniu z bohaterami. Pragnienia, marzenia, niespełnienie…Czasem to tak boli. Czasem zrządzenie losu postawi na drodze innego człowieka, który staje się naszą bratnią duszą. A może nie? Może to my tak słabi, do tego szum wina w głowie, szum fal i on, Kuba i chciałoby się powiedzieć: Wszystko jasne. Nic bardziej mylnego.
Czy Weronika odróżni zauroczenie od miłości? Czy pozwoli temu drugiemu, jakże ważnemu uczuciu na odnowę? Czy ona i Marek odbudują to, co sądzili że zostało utracone? Chłonęłam strony { mimo, że znałam koniec, mimo że niemal wiedziałam jak brzmieć będzie kolejna wypowiedź bohatera} a mimo to nie oderwałam się, nie wybiegałam naprzód tylko pozwalałam się dać ponownie porwać wydarzeniom. Wraz z Weroniką odczuwałam zazdrość, czułam niemal fizycznie ból, gdy rozpadało się jej małżeństwo, i gdy jej marzenie bycia matką nie miało szans na spełnienie. Lecz czy naprawdę nie miało? Nie mogę za dużo napisać, choć korci.
Ale jeśli tylko to jedno słowo – POLECAM coś dla Was znaczy, daje powód, by sięgnąć po tę powieść, to z czystym sercem piszę – POLECAM !
„Zamek z piasku” coś nie trwałego, ulotnego. Jedna fala wystarczy, by go unicestwić.
Metafora, metafora Nie budujmy zamków na pisaku, lecz rozbudowujmy dom, który mamy, dom naszych marzeń, pragnień, nadziei, wiary i przede wszystkim – miłości.
Magdalena Witkiewicz i Jej kolejna z powieści, którą miałam przyjemność czytać, po „Szkole żon” „Milaczek”, ” Opowieści niewiernej”, „Pensjonat marzeń” i jestem więcej niż pewna, że nie jest to koniec mojej przygody, jako czytelniczki, z tą Autorką. Dziękuję Ci, za te chwile zapomnienia, za nuty refleksji, wzruszeń, nadziei, jakie zostały mi ofiarowane.

Marta Grzebuła

152903-352x500
 
1 komentarz

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

KUZYNECZKI Teresa Monika Rudzka

28 paź

20141028_213231[1]KUZYNECZKI Teresa Monika Rudzka

W swoim tak zwanym życiu przeczytałam naprawdę wiele – dorosłych – książek. Sięgałam do niemal każdego gatunku. Ale co dziwne nie do końca interesowały mnie sagi, bo do tego gatunku mogę zaliczyć powieść KUZYNECZKI. Ale też nie do końca…

Małe – ale – polega na tym, że Autorka wprowadza mnie w świat emocji, świat kobiet, które choć powiązane więzami rodzinnymi, są tak różne…Inne poglądy, zapatrywania, zawody… Ale jedno jest wspólne. To siła przyjaźni. Spodobało się mi to jak Autorka powiodła mnie ścieżkami ich losów. Losów, których początki sięgają czasów zaraz po II Wojnie Światowej, aż do współczesności. Wiele w tej powieści miałam przewodniczek. Każda dostarcza inną pulę emocji. Pozwala spojrzeć na ówczesny, jakże realnie opisany czas, i to w sposób odmienny…

Stykałam się nie tylko z ich – bohaterek- zewnętrznym światem, ale i tym najpiękniejszym, choć czasem niepozbawionym smutków, frustracji, światem wewnętrznym. Nic w tej powieści nie sprawia wrażenia, aby było fikcją. Czasem miałam wrażenie, że czytam o losach sąsiadki…Takiej starszej pani – na przykład – Żeni, czy Rysi…To imiona bohaterek, ale jakiego imienia bym nie napisała, takie staje się realne poprzez fakt tego, co opisała Autorka.

Te dwie zaprzyjaźnione ze sobą kobiety, które połączył fakt poślubienia braci, z czasem stają się matkami…a nawet babciami. I tak stykam się z kobietami trzech pokoleń.

Ale mnie ujęło coś jeszcze…Mianowicie czasy PRL-u jakże świetnie oddany duch tego okresu komunizmu… Nie zapomniałam, czego i ja zaznałam w tym okresie…

A potem zmiana opcji politycznej i one bohaterki, które musiały i to przetrwać. Jedna odważna, przebojowa, druga skromna, spokojna podobnie jak ich córki…Choć nie do końca. Jedna faworyzowana druga jakby niekochana…Żenia ma córkę Asię, a Rysia Renię oraz Marcelę…I tu znów stykam się z kolejną gamą zachowania, relacji, a wszystko to, co łączy owe bohaterki – jak i mnie z nimi – są to marzenia. Autorka ukazuje w bardzo ciekawy sposób, jak te marzenia przekształcają się. Czasem dorastają wraz z daną bohaterką. Dzięki nim mogłam wrócić do czasów, gdy miałam naście lat, gdy podkochiwałam się w koledze, i gdy usiłowałam odegrać ważną rolę, gdy Solidarność weszła do gry…

Fantastyczną sprawą w tej powieści, jest to, że Autorka pozwoliła mi poznać kolejne pokolenie, jakże inne…Zabrała mnie niczym wehikułem czasu do chwil, które są i mnie znane. Dorastałam, dojrzewałam, gdy komunizm rządził, a potem stałam się mamą jak na przykład Rysia, czy babcią. Ale zawsze – jak to w życiu bywa – dokonywałam wyborów. Przechodziłam chwile zwątpienia, niewytłumaczalnych stanów euforii…By po chwili spać na samo dno łez.

To świetna retrospekcja czasów byłych i niemal obecnych. Jak dla mnie powieść ta miała wiele warstw, a największą jej zaletą oprócz ciekawej fabuły jest to, że dostrzegłam w niej nie tylko wielowątkowość, ale i wielowarstwowość. Relacje między ludzkie, rozmowy, ukryte, niewypowiedziane słowa. Konflikty w pracy. To środowisko PRL-u, i to już bardziej współczesne. Czy rzeczywiście aż tak się różnią? Moim zdaniem nie. I to wyłuskałam spomiędzy rzędów słów powieści…

Autorka nie pisze w stylu „lekkim, łatwym i przyjemnym” to nie miała być ani saga – z racji niewielkiej w sumie ilości stron – nie miała też być typowa { cokolwiek to znaczy) powieść obyczajowo społeczna, a jak dla mnie jest połączeniem powyższych gatunków, solidnie osadzonych na bazie psychologii…także tłumu.

To dar móc umieć tak opisać, bo by to zrobić trzeba być wyjątkowym obserwatorem. Tak zróżnicować charaktery bohaterów, tak uwypuklić ich dobre, lub złe strony, a jednocześnie zamknąć to w najdelikatniejszy z możliwych sposobów klamrą ( jak ja to nazywam) empatii. Czytając miałam wrażenie, że Teresa Monika Rudzka każdej, ale to dosłownie każdej z bohaterek oddała coś niewątpliwie swojego. Czasem mógł być to uśmiech, czasem – nawet – ubiór…To żart, ale gdy kończyłam czytać nie mogłam pozbyć się jednej myśli;

Jaką wnikliwość umysłu, niemal jasnowidzenie, trzeba posiadać w swojej duszy, umyśle i sercu, by tak umiejętnie oddać każdą z ludzkiej słabości, ale także i z tego co w człowieku jest wzniosłe, dobre?

Siedziałam dość długą chwilę trzymając w ręku książkę i zastanawiałam się nie tylko nad tym pytaniem…Nasunęło mi się jeszcze jedno…Bagaż życiowy doświadczeń Autorki…Jaki jest? Na ile odnalazł on odzwierciedlenie w powieści?

Bo ciągle nie mogłam pozbyć się wrażenia, że coś tam – dużego – w niej od siebie przemyciła.

Nie będę pisać ani o tle społecznym, ani o pozostałych bohaterach, bohaterkach powieści, jest ich naprawdę dużo…Ale nie straciłam wątku, nie myliłam się, ponieważ Autorka tak dobrze wykreowała postacie, że nie było to możliwe. Jedna mnie denerwowała, innej było mi żal…Cała gama emocji, po prostu jak w życiu.

I właśnie za to tak kocham książki, bo są o życiu.

Dziękuję Autorce za zaufanie i za egzemplarz powieści, która już na zawsze zajmie honorowe miejsce na mojej „złotej półce”.

Marta Grzebuła


https://www.facebook.com/teresamonika.rudzka

pokaz_obrazek

 
1 komentarz

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda