RSS
 

KUZYNECZKI Teresa Monika Rudzka

28 paź

20141028_213231[1]KUZYNECZKI Teresa Monika Rudzka

W swoim tak zwanym życiu przeczytałam naprawdę wiele – dorosłych – książek. Sięgałam do niemal każdego gatunku. Ale co dziwne nie do końca interesowały mnie sagi, bo do tego gatunku mogę zaliczyć powieść KUZYNECZKI. Ale też nie do końca…

Małe – ale – polega na tym, że Autorka wprowadza mnie w świat emocji, świat kobiet, które choć powiązane więzami rodzinnymi, są tak różne…Inne poglądy, zapatrywania, zawody… Ale jedno jest wspólne. To siła przyjaźni. Spodobało się mi to jak Autorka powiodła mnie ścieżkami ich losów. Losów, których początki sięgają czasów zaraz po II Wojnie Światowej, aż do współczesności. Wiele w tej powieści miałam przewodniczek. Każda dostarcza inną pulę emocji. Pozwala spojrzeć na ówczesny, jakże realnie opisany czas, i to w sposób odmienny…

Stykałam się nie tylko z ich – bohaterek- zewnętrznym światem, ale i tym najpiękniejszym, choć czasem niepozbawionym smutków, frustracji, światem wewnętrznym. Nic w tej powieści nie sprawia wrażenia, aby było fikcją. Czasem miałam wrażenie, że czytam o losach sąsiadki…Takiej starszej pani – na przykład – Żeni, czy Rysi…To imiona bohaterek, ale jakiego imienia bym nie napisała, takie staje się realne poprzez fakt tego, co opisała Autorka.

Te dwie zaprzyjaźnione ze sobą kobiety, które połączył fakt poślubienia braci, z czasem stają się matkami…a nawet babciami. I tak stykam się z kobietami trzech pokoleń.

Ale mnie ujęło coś jeszcze…Mianowicie czasy PRL-u jakże świetnie oddany duch tego okresu komunizmu… Nie zapomniałam, czego i ja zaznałam w tym okresie…

A potem zmiana opcji politycznej i one bohaterki, które musiały i to przetrwać. Jedna odważna, przebojowa, druga skromna, spokojna podobnie jak ich córki…Choć nie do końca. Jedna faworyzowana druga jakby niekochana…Żenia ma córkę Asię, a Rysia Renię oraz Marcelę…I tu znów stykam się z kolejną gamą zachowania, relacji, a wszystko to, co łączy owe bohaterki – jak i mnie z nimi – są to marzenia. Autorka ukazuje w bardzo ciekawy sposób, jak te marzenia przekształcają się. Czasem dorastają wraz z daną bohaterką. Dzięki nim mogłam wrócić do czasów, gdy miałam naście lat, gdy podkochiwałam się w koledze, i gdy usiłowałam odegrać ważną rolę, gdy Solidarność weszła do gry…

Fantastyczną sprawą w tej powieści, jest to, że Autorka pozwoliła mi poznać kolejne pokolenie, jakże inne…Zabrała mnie niczym wehikułem czasu do chwil, które są i mnie znane. Dorastałam, dojrzewałam, gdy komunizm rządził, a potem stałam się mamą jak na przykład Rysia, czy babcią. Ale zawsze – jak to w życiu bywa – dokonywałam wyborów. Przechodziłam chwile zwątpienia, niewytłumaczalnych stanów euforii…By po chwili spać na samo dno łez.

To świetna retrospekcja czasów byłych i niemal obecnych. Jak dla mnie powieść ta miała wiele warstw, a największą jej zaletą oprócz ciekawej fabuły jest to, że dostrzegłam w niej nie tylko wielowątkowość, ale i wielowarstwowość. Relacje między ludzkie, rozmowy, ukryte, niewypowiedziane słowa. Konflikty w pracy. To środowisko PRL-u, i to już bardziej współczesne. Czy rzeczywiście aż tak się różnią? Moim zdaniem nie. I to wyłuskałam spomiędzy rzędów słów powieści…

Autorka nie pisze w stylu „lekkim, łatwym i przyjemnym” to nie miała być ani saga – z racji niewielkiej w sumie ilości stron – nie miała też być typowa { cokolwiek to znaczy) powieść obyczajowo społeczna, a jak dla mnie jest połączeniem powyższych gatunków, solidnie osadzonych na bazie psychologii…także tłumu.

To dar móc umieć tak opisać, bo by to zrobić trzeba być wyjątkowym obserwatorem. Tak zróżnicować charaktery bohaterów, tak uwypuklić ich dobre, lub złe strony, a jednocześnie zamknąć to w najdelikatniejszy z możliwych sposobów klamrą ( jak ja to nazywam) empatii. Czytając miałam wrażenie, że Teresa Monika Rudzka każdej, ale to dosłownie każdej z bohaterek oddała coś niewątpliwie swojego. Czasem mógł być to uśmiech, czasem – nawet – ubiór…To żart, ale gdy kończyłam czytać nie mogłam pozbyć się jednej myśli;

Jaką wnikliwość umysłu, niemal jasnowidzenie, trzeba posiadać w swojej duszy, umyśle i sercu, by tak umiejętnie oddać każdą z ludzkiej słabości, ale także i z tego co w człowieku jest wzniosłe, dobre?

Siedziałam dość długą chwilę trzymając w ręku książkę i zastanawiałam się nie tylko nad tym pytaniem…Nasunęło mi się jeszcze jedno…Bagaż życiowy doświadczeń Autorki…Jaki jest? Na ile odnalazł on odzwierciedlenie w powieści?

Bo ciągle nie mogłam pozbyć się wrażenia, że coś tam – dużego – w niej od siebie przemyciła.

Nie będę pisać ani o tle społecznym, ani o pozostałych bohaterach, bohaterkach powieści, jest ich naprawdę dużo…Ale nie straciłam wątku, nie myliłam się, ponieważ Autorka tak dobrze wykreowała postacie, że nie było to możliwe. Jedna mnie denerwowała, innej było mi żal…Cała gama emocji, po prostu jak w życiu.

I właśnie za to tak kocham książki, bo są o życiu.

Dziękuję Autorce za zaufanie i za egzemplarz powieści, która już na zawsze zajmie honorowe miejsce na mojej „złotej półce”.

Marta Grzebuła


https://www.facebook.com/teresamonika.rudzka

pokaz_obrazek

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Małgorzata Zaczytana

    29 października 2014 o 11:57

    Świetna recenzja świetnej powieści. Czytałam „Kuzyneczki” jakiś czas temu i nadal jestem pod ich wielkim wrażeniem. :)