RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

W UKRYCIU – KINGA STOJ

06 sie

KIM JEST- KINGA STOJ?

Co znalazłam na Jej Fp?

Sam możesz to przeczytać na
https://www.facebook.com/pages/Kinga-Stoj-strona-autorska/514328511977752?sk=info

 ”Kinga Stoj – autorka książek Pułapka, W ukryciu, pisząca pod pseudonimem. Debiut literacki Pułapka, W ukryciu.

1237791_514328748644395_1186204547_nCYTAT- ” Książka Pułapka opowiada o życiu z osobą uzależnioną od alkoholu. O czasie, jaki musiał minąć do momentu przyznania się do choroby. O tym, jak nie zdajemy sobie z tego sprawy i o doświadczeniach, jakie temu towarzyszą. Jak wiele rzeczy potrafi się zmienić i jaki zwrot następuje w życiu osoby współuzależnionej.

Przez 22 lata borykałam się z tym problemem i nie potrafiłam go nazwać, albo co gorsze – się przyznać.Podejrzewam, że nie każdego stać na to, by zachować twarz i dalej trwać w tak bardzo zmienionym, wbrew pozorom lepszym związku. Wcale nie jest to łatwe dla współmałżonka styranego życiem, borykającego się z wieloma doświadczeniami. Na szczęście mi udaje się z tym wytrzymać i na swoje pocieszenie mam zawsze nadzieję!

Polecam tą książkę osobom, które obawiają się przyznać, że żyją obok kogoś nadużywającego alkoholu. Pierwszy krok należy zawsze do osoby współuzależnionej. Całe otoczenie będzie chować głowę w piasek i udawać, że nie ma problemu. Tylko od nas zależy czy potrafimy stoczyć bój i walczyć o swój związek – Autorka.

Książka W ukryciu Kingi Stoj, to niby pamiętnik, niby blog. Ja czułem się jak psychoanalityk, do którego przyszła kobieta z historią swojego życia i prośbą o receptę na uzdrowienie go. Niestety, nie jestem psychoanalitykiem, więc zakończyłem lekturę z gestem bezradnie rozłożonych rąk. Ale, życzę bohaterce jak najlepiej.Przeczytałam tę powieść, i muszę przyznać, ze sięga ona poprzez swoją głębie opisów w najskrytsze zakamarki czytelnika, a więc i moje. Nie sposób przejść obojętnie obok tej powieści. Nie sposób nie sięgnąć po chusteczkę, nie współczuć. A jeśli jeszcze się samemu ma pewne ciemne strony przeżyć, to tym mocniej jest się w stanie identyfikować z bohaterką. Zarówno styl jak i konstrukcja zdań  przystępność opisów wydaje się być idealnie dostosowana do akcji, choć nie nazwałabym to akcja, ponieważ kojarzy się to z fabułą sensacyjną, a ta powieść jest bardziej uduchowiona. Nie można się od niej oderwać.”

A teraz tak ode mnie;

Bohaterka z tak wielu marzeń rezygnuje, niemal z każdego by być sobą musi poddawać się tyranowi. Uwikłana w toksyczny związek usiłuje w tej matni przetrwać. Czy jej się to uda? A może jakiś cud sprawi, że jej relacje z mężem staną się inne. Że oboje  przejdą metamorfozę. Odnajdą to, co sadzili iż jest utracone. Miłość, która kiedyś ich przecież połączyła. Powieść ta, to niesamowite studium psychologiczne postaci, od bohaterki po męża. 

Gdybym miała pokusić się o podsumowanie; to od razu napiszę, iż jest to nie możliwe. Podsumowanie bólu? jak to uczynić? Cierpienia? Poszukiwanie drogi do szczęścia, spokoju? Jak w jednym, czy nawet dwóch słowach można zamknąć ból? A jak opisać potęgę wiary, siłę chęci odrodzenia?

Ja nie potrafię.

Ale jednym słowem mogę napisać, i chcę napisać tylko jedno- POLECAM

10475591_664267223650546_1338996001525854463_n

Kina Stoj i jej powieść zapadnie w moje serce. Stała mi się bliska poprzez tę powieść. I nie mogłam pozbyć się wrażenia, że nie z fikcja literacką mam do czynienia. Za bardzo realne były te opisy, zbyt wiele bólu faktów udało się Autorce zamknąć na kartach powieści. To trzeba było przeżyć, lub być pośrednio świadkiem aby tak emocjonalnie, tak autentycznie opisać to co mnie znane było z autopsji. To bez wątpienia dar nad dary. Autorka posiada ogromny potencjał empatii. I za to pragnę Jej podziękować z całego serca,

Marta Grzebuła

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii, emocje, powieści, prawda

 

IZA KORSAJ – KOSTKA

31 maj

KOSTKA

 

10540665_773052266072100_1304707538_n

Kilka dni temu mój znajomy, miły listonosz, znów mnie nie zawiódł i wdrapał się dziarsko na czwarte piętro, zaliczając spiralę schodów i zapukał w moje drzwi. Tym razem ja je otworzyłam. Na mojej, i na lekko siwiejącego, twarzy kochanego listonosza, zobaczyłam uśmiech. Ja już na sam widok paczuszki promieniałam. Wręczył mi kopertę i szepnął, gdy podpisywałam odbiór:

- Kiedy pani ma czas to wszystko czytać? To chyba piąta książka w tym tygodniu.

- Owszem, piąta książka – odparłam – a czas na przyjemności zawsze się znajdzie – dodałam spoglądając na rząd linii opływających oczy listonosza. Jego zielonkawo szare oczy wyrażały akceptację.   A na pożegnanie widząc, jak tylko potwierdza kiwnięciem głowy moje słowa dodałam

-Pana hobby to wędkowanie, moje czytanie. Dziękuję i do zobaczenia. – Pomachałam ręką. Raz jeszcze skinął głową schodząc po krętych schodach.

A ja idąc już do pokoju, gdzie jak zwykle mój bujany fotel czekał rozrywałam kopertę. Powoli wyciągnęłam ze środka książkę. IZA KORSAJ, „ KOSTKA”  widniało na okładce, na tle zdjęcia rentgenowskiego. Lekko wykrzywiłam twarz. Usiadłam i zdziwiłam się własną reakcją. Jestem pielęgniarką, pracuję na bloku operacyjnym, i widzę nazbyt często ludzki mózg, a nie tylko szkielet…Widzę tak wiele, że czasem zastanawiam się jak mój mózg zdołał to wszystko przez prawie 30 lat „oswoić” i przyswoić.  Ten rzeczywisty horror, krwi, wnętrzności, pękniętych kręgosłupów czy widoku płuc na tak zwanym wierzchu? I nie wiem. A wszystko to celem…”naprawy” zdrowia, danego człowieka. I chyba ta myśl ratuje mnie i staje się  już niewielkim obciążeniem dla mojej psyche…Teraz, po przeczytaniu KOSTKI, tak sądzę.

Ale zanim przystąpię do sedna:

Pamiętacie Kochani te dość popularne stwierdzenie:  „STRACH SIĘ BAĆ?”

Z pewnością. Do czego zmierzam? Chwilka…

Póki co…

Siedzę wygodnie,  lekko się bujam, fotel nieco skrzypi a za oknem- na szczęście- jeszcze słonko. Dzień, choć chyli się ku zachodowi, jednak jeszcze zażółca się blaskiem słonka. A ja mając pod ręką moje nieodzowne atrybuty { znamiona nałogu} kawę i papierosy zanurzam się w …otchłań słów….

Uciekam przez las. Drętwieję ze strachu już od pierwszych stron. Ja i mój przewodnik jesteśmy porwani? Zniewoleni? Czym? Stach…To nie wszystko. Przerażenie? To wciąż za mało. Niezrozumienie? Tak, to jest najczytelniejsze w naszych emocjach. Moich i przewodnika. Matnia, mistyfikacja i My. Porażeni widmem zbliżającej się śmierci…ratunek? Kto nam pomoże? Jest. On, tajemniczy nieznajomy. Ale czy rzeczywiście chce nam pomóc? Wszystko się wije w moim umyśle, bo wije się w umyśle przewodnika.  Książka niczym czarny płaszcz nocy wciąga, niczym bagno…Mrok…Za oknem również, ten rzeczywisty. W pokoju palą się dwie lampki nocne. Ale to za mało. Nastrój? Oj nie, w tym wypadku, podziękuję. Wstaję, zapalam główne światło. I podążam kolejnymi rzędami liter, w ślad za…No nie. Znów paranoiczny lęk. Niezrozumienie. A może zaczynam pojmować? Mój strach. Moje emocje. W sumie nie moje, ale przewodnika. Integruję się z nim. jestem nim… i z nim. Wspomnienia…Cóż czasem i one są jak kolce róży.

A tym czasem noc kłębi się jak sadza za oknem. Wiatr uderza kolejnym podmuchem w otwarte okno. Zasłona szybuje po pokoju. Nadciąga burza. Szaro czarne niebo, zwisające jak smoła z nieboskłonu zamyka mnie w moje części mrocznej wyobraźni. Mnie i mojego przewodnika. i…i nie uwierzycie. Prawie uciekam do sypialni, do męża. Przy Nim czuję się bezpieczna.

- Oj coś tak wpadła ? – Henryk uśmiecha się, ale widząc coś, czego ja { co zrozumiałe nie widziałam} na mojej twarzy dopytuje się. – Martusiu wyglądasz jakbyś, co najmniej śmierć zobaczyła…- nie kończy, przerywam Mu.

- Zobaczyła? Ja z nią obcuję – unoszę rękę ku górze, pokazując mężowi w ten sposób książkę. On kiwa głową ze zrozumieniem i stwierdza.

- Mnie już sama okładka przeraża – i podchodzi do okna. Trzeba je zamknąć. Wiatr i pojedyncze krople deszczu wciskają się do pokoju. Kotki uciekły po kolejnym grzmocie na swoją kocią antresolę, Maks. pod naszą kołdrę.

No nie –  myślę – jak w takiej oprawie będę kończyć tę powieść to murowane, że potem nie zasnę….

Chcecie wiedzieć, czy w końcu i mimo wszystko udało się mi zasnąć?

Zapraszam na jutro.

Ta powieść, ta książką…jej nie można opisać jednego dnia, w jednym poście.

Chcę abyście i WY lekko zaczęli się bać…Bać i podziwiać. Może uda mi się nietypową recenzją Marty oddać cały kunszt, wirtuozerię owej powieści, owej Autorki  IZY KORSAJ.

A teraz, póki co raz jeszcze powrócę do ostatnich stron. Ale zanim to nastąpi…jak myślicie…

Czy lubię się bać? I tak i nie, wszystko jest względne

Względne, jak pojęcie strachu, jak sam akt życia…Czy też jego naprawy. A może naprawy mózgu? Intelektu? Skorygowania osobowości? Zachowania? Wymuszenia określonej postawy?…Kto i kiedy jest w stanie na nas, tak silnie, oddziaływać abyśmy chcieli, lub co nie daj boże musieli, przejść metamorfozę?

Dziwą Was te słowa? Rozumiem.  Ale to jak zadziwi Was ta powieść jest niczym do tego co ja usiłuję Wam przekazać słowem…

„Strach się bać”, jak mawiają też i moi synowie, ale wierzcie mi, nie tylko to, przede wszystkim…CZAS SIĘ ZASTANOWIĆ… Nad sobą, nad sensem lub bezsensownością naszych działań, poczynań. Bo może znaleźć się ktoś, kto zechce nas „naprawić?”  A wtedy…wtedy, bójmy się.

Kochani, za dwa dni { jutro mam mieć punkcję kolana, kontuzja doskwiera, więc jak znam siebie, na marginesie faktu – ortopedzi chcą mnie naprawić na szczęście tylko „fizycznie” – będę nieco obolała} ponad to muszę raz jeszcze wniknąć w mrok umysłu  - tym razem ja – doktora, stwórcy i psychopaty, biegłego w poruszaniu się po meandrach umysłu ludzkiego…A może się tylko tak mu wydaje? Kim jest ów mroczny, skrajnie spaczony doktor.? Ojciec, były mąż? A może jego zdolności stanowią jego kres człowieczeństwa?

O wszystkim, co i jak się działo w moim umyśle, i z moimi emocjami, napiszę za dwa dni, tak sądzę.

A teraz kochani…jeśli już poczuliście się zainteresowani fragmentaryczną póki co, nietypową recenzją, wiecie co macie zrobić?

Ja, polecam i zapraszam,

Marta Grzebuła.

A na koniec  napiszę Wam moje ulubione cytaty:

Nullum scelus rationem habet – Żadna zbrodnia

nie ma uzasadnienia

Nullum crimen sine culpa – Nie ma przestępstwa

bez winy

Nullum crimen sine poena – Każde przestępstwo

powinno być ukarane.

Sentencje łacińskie – autorzy nieznani.

 Są one wykładnią? Czymś, co stanowi podpowiedz?

Za dwa dni, Kochani, za dwa dni…

Marta

 
 

PAN TADEUSZ – ADAM MICKIEWICZ

31 maj

ADAM MICKIEWICZ

mnk

PAN TADEUSZ

by

Witajcie Kochani, nieco pokrzepiona kawką i oczywiście{ bo jakżeby inaczej lekturą} siadam do komputera, aby napisać jedną z moich nietypowych recenzji.
Tytuł owego wpisu już Wam zdradził, o jakiej …{hm, jak nazwać? Książka? Nie wypada, prawda? A więc epopeja? Tak}

W takim razie porywam się na recenzję EPOPEI NARODOWEJ… i mam tremę.

Ja i On „PAN TADEUSZ”

Mamy rok 1972, czerwiec. Nudzę się. Chodzę trochę bez celu po mieszkaniu. Jest wcześnie rano. Mama w pracy, tatko na spotkaniu. A ja oprócz książek nic nie mam w domku. Idę na podwórko. Koleżanki, choć fajne, zajęte są omawianiem kolejnej randki z chłopakami.
„To nie dla mnie”, myślę i wracam do domu.
Znacie to uczucie pustki? {Towarzyszy nam one nie zależnie od wieku. }
Właśnie tego dnia tak się czułam. Pusta i szukająca –Szukająca czegoś nieokreślanego. Zerkam po półkach. Seria „Tygrysów” -przeczytana, Juliusz Słowacki- poezje, wiersze wybrane- przeczytane. Kolejna książka w moich dziecięcych rękach i kolejne stwierdzenie. „Czytałam”
Postanawiam nagle wziąć kąpiel. Chyba z nudów. Łazienka, rzut oka na szafkę, a na jej kamiennym blacie ona…Książka. Wydanie Ossolińskich. Patrzę i nie wierzę.
„Co ona robi w łazience? Pytam w myślach samą siebie.
Nie znam odpowiedzi, ale podejrzewam tatkę. On wiecznie coś czyta nawet „w kibelku” jak mawiała Mama. Zakręcam wodę. Kąpiel już odchodzi w niepamięć. Mam przecież, co czytać. Siadam w kuchni, właściwie kładę się na małą leżankę, stojącą pod bardzo wielkim kuchennym oknem. I już mnie nie ma…Pierwsza strona. Pierwsze wersy i zachłystuję się innością stylu, formy i tego całego kunsztu Autora. Znam Go, oczywiście, że znam, ale mam tylko 12 lat
{ rocznikowo- 11} w szkole przerabiam na lekcjach Broniewskiego, więc skąd miałam wiedzieć, że Adam Mickiewicz napisał „COŚ TAKIEGO?
Dziwi was wielka litera? Już tłumaczę.
W latach 70, czasach rządów Komuny, w mojej szkole {myślę, że w każdej} kładziono nacisk na patriotyzm postawę „obywatela komunisty” a więc omawiane były te postacie Twórców, którzy „uznani” byli przez władze PZPR, jako najwybitniejsi. A Adam Mickiewicz, jak wiemy urodził się 24 grudnia 1798 roku w Zaosiu koło Nowogródka. A Jego rodzina wywodziła się z drobnej szlachty, {a więc źle się „wpisywał” w Komunistyczne osądy} Ojciec zaś pracował w sądzie w Nowogródku. Adam chodził do szkoły prowadzonej przez dominikanów. {O zgrozo, jeszcze gorzej-Komuna i wiara? Dwa odległe wszechświaty} Czy w takim układzie -jak sądzicie?- Komuna „Kochała Mickiewicza?”
Ale politykę zostawmy w spokoju.

Wracamy do mnie i już „mojego” {do dziś tak twierdzę} „Pana Tadeusza”.
Znów zachwycam się, zachłystuję każdym słowem, wersem, ta melodyką, harmonią…Dziwicie się? Ja mała {w końcu gówniara} a doceniam kunszt? Owszem, tak. Wychowana na Juliuszu Słowackim, jak się potocznie mówi, do tego rozpieszczana słowami wierszy Asnyka a od czasu do czasu Kazimiera-Przerwy Tetmajera, nie wspominając Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, potrafiłam dostrzec i pojąć piękno tych słów, tych wersów:

„Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.”

Ale to znamy i pamiętamy wszyscy, więc nic dziwnego, że ja też pamiętam i znam. I że już wtedy zachwycały mnie te wersy
Sądzę, że Was również.
Ale jest jeszcze jeden fragment, który do dziś rozbrzmiewa melodią w moim sercu, duszy i umyśle…

„Zaś jastrząb, pod jasnemi wiszący błękity,
Trzepie skrzydłem jak motyl na szpilce przybity,
Aż ujrzawszy śród łąki ptaka lub zająca,
Runie nań z góry jako gwiazda spadająca.”

Zapytacie, dlaczego aż tak? Cóż, opis to przecież, nic więcej.
Ale czy „pod słowami” – dostrzegacie obrazy?
Widzicie jastrzębia, ten błękit i to porównanie?…Metafora. Jastrząb i motyl. Nie zdziwiło Was to nigdy?
Jak można{ czy w ogóle można” porównać jastrzębia do motyla? Jeśli tak to, dlaczego Adam Mickiewicz użył takiego porównania? Co ono mi, czytelnikowi, uzmysłowiło?
Piękno, subtelność, kruchość i nietrwałość jednocześnie. Tak zazwyczaj postrzegamy motyle. I ta szpilka…Uwieziony motyl, a czy jastrząb jest również uwięziony? Jeśli tak to, co go więzi? Może głód. Pragnienie. Pozornie wolny? A motyl? Martwy i piękny. Przez co są sobie bliskie? Jeden się wzbija, żyje, drugiemu pozostało tylko piękno, emanuje i wabi zza szybą szklanej gablotki…Szukałam analogii. I znalazłam ją. A wy?
Dalej idąc…
A to odniesienie do spadającej gwiazdy?…To jest już samo w sobie niesamowite.
Znów mam skojarzenia.
Wy pewnie też.
Kochani takich perełek jest znacznie więcej.
Malowanie obrazów, słowami. To właśnie rozbudził we mnie Adam Mickiewicz. To dzięki Niemu { a potem i mojej Mamie} nauczyłam się…Nie, nie nauczyłam. ZROZUMIAŁAM, że każde słowo jest nośnikiem obrazów.
Dam Wam Kochani przykład {mojego toru myślenia}
Powiedźcie na głos słowo; „MAMA”
Co widzicie? Zazwyczaj widzimy naszą mamę. Krząta się po kuchni, coś gotuje, odwraca się, uśmiecha, po chwili podchodzi, przytula, całuje i…i mówi, na przykład, kocham cię dziecko.
Rozumiecie już mój punkt ” widzenia słów”?
Lecz jeśli nie, dam następny przykład. Zwykłe, lub jak kto woli, niezwykłe słowo „TRWA”
Co widzicie?
Ja, widzę łąkę, ciągnie się aż pod sam horyzont. Styka się z błękitno białym niebem. Słońce. Lekki wiatr. Trwa majestatycznie kołysze się pod moimi stopami. Jest wilgotna. Dostrzegam krople rosy. Czuję nie tylko zapach, ale i miękkość. Siadam. Za mną stoi potężny, rozłożysty dąb…Opieram się o niego. Jest miło, przyjemnie. Słyszę śpiew paktów. Nagle dostrzegam znajomą sylwetkę. Wyłania się zza linii lasu. To mój mąż. Uśmiecha się już z daleka. Niesie koszyk…Po chwili siada obok. Całuje mnie. Trwa pachnie, z koszyka również unoszą się zapachy…jest wspaniale. Czuję się szczęśliwa. Pełen relaks. Głaszczę dłonią kępkę trawy. A ona? Ona jakby oddaje mi czuły gest, lekko mnie łaskocząc….
Konsekwencją jednego słowa, jest ciąg obrazów. Dla mnie. A dla Was?
Tak, tak, moi Kochani…To właśnie chcę Wam uświadomić. Piękno, które istnieje za każdym, z Waszych wypowiadanych słów. TO DAŁ MI – ADAM MICKIEWICZ.
Więc jak mam GO nie kochać? Jak nie wielbić za ten dar?
Wielbię i szanuję.
Ale wracamy do czerwca roku 1972…
Zbliża się południe. Rodzice są w domu. Widzą, że czytam i nie przeszkadzają mi. Znają mnie i fakt, że „zaliczam totalny odlot podczas czytania” Jakby mnie nie było…nastaje noc. Mama, nieco zaniepokojona, zerka na mnie. Kątem oka dostrzegam ojca gest. Kładzie palec na usta. Cisza. Wychodzą do pokoju. Ja zostaję. Czytam. Policzki mi płoną. Za oknem lampa uliczna wspomaga słabe światło z latarki. Tak Kochani, czytałam przy latarce. Wciąż musimy pamiętać, jaki mamy rok. Gierek i Jego elita wydała jedno z głupich rozporządzeń, Światła na dwie godziny, po 22-giej wyłączano kwartałami ulic. A latarnie? Tylko, co druga, lub co trzecia świeciły. Tak, więc mając skąpe światło {co mi wcale nie przeszkadza-przywykłam} czytam. Kolejne Księgi. Za każdym razem z tym samym westchnieniem, lub uśmiechem, emocją. Dziwne jest to, że nawet nie pamiętam, czy tego dnia, wieczora, a potem nocy coś jadłam. Myślę, że nie. Na pewno piłam.
Mój kochany Pan Tadeusz i ja. Teraz jestem pod kołdrą. Latarnia zgasła. Ale latarka wystarczy. Tracę poczucie czasu, ale nie mama. Wchodzi, podnosi kołdrę, zerka na mnie badawczo i pyta:
-Będziesz czytać tak aż do świtu?
Kiwam głową i przepraszająco się uśmiecham. Mama też i na odchodne dodaje;
-Drugi Stefciu.
Dla wyjaśnienia, o kogo chodzi. Podpowiadam; O mojego tatę. On i ja i nasze książki. Nasz świat zamknięty w rządach liter. A mama? spytacie. Ona w tych latach wciąż się uczyła. Magister pielęgniarstwa, to było Jej marzenie, do tego dwa etaty i dom…Chyba zabrakło po prostu Mamie czasu na czytanie książek, ale potem…Potem to nadrobiła, i to z nawiązką.
Wracamy pod kołdrę?
Po wyjściu Mamy uświadamiam sobie, że zbliża się trzecia w nocy. Czy czuję senność?
A jak myślicie? Pewnie, że nie. Choć ziewam.
Kolejna Księga- KOCHAJMY SIĘ- i te same emocje a nawet większe, bo;

…”I szły pary po parach hucznie i wesoło,
Rozkręcało się, znowu skręcało się koło,
Jak wąż olbrzymi, w tysiąc łamiący się zwojów;
Mieni się cętkowata, różna barwa strojów…”

A ja zastanawiam się czy prawdą jest, że MIŁOŚĆ WSZYSTKO ZWYCIĘŻY?
Ile moi bohaterowie a wraz z nimi i ja musieliśmy przejść? Tęsknota, kłótnia, intryga a do tego te ogromne uczucie miłości…Miłości nie tylko do kobiety, kobiet… ale i do kraju…
Patriotyzm.
Cóż to takiego jest?
Zastanawiałam się …{wciąż musicie pamiętać ile mam lat, niemal 12}
Zaczynam wspominać opowieści mojej babci Broni o Katyniu i ogólnie o II Wojnie Światowej, tyle, tyle lat po śmierci Adama Mickiewicza. Zastanawiam się. Patriotyzm. Czy mógłby być porównywalny, do patriotyzmu w epopei Wieszcza? Jaki byłby punkt odniesienia?
I nagle zaskoczyła mnie moja własna myśl.
Co Adam Mickiewicz by czuł, co powiedział, lub co by napisał -jakby oddał słowem, jakie by dał świadectwo, swoją twórczością, gdyby dane Mu było doczekać TYCH CZASÓW?
I nie wiem. Nie znam odpowiedzi. Wtedy jej nie znałam. Dziś wiem, ale to inne wspomnienie.
Za oknem świta. Spoglądam zza zielonej zasłony. Pierwszy tramwaj, pierwszy przechodzień, jakiś zagubiony pies i to był ostatni kadr, ostatnia myśl…Zasypiam z książką w ręku.
8.30
Poranek nastaje szybciej niż bym tego pragnęła. Z dwóch powodów. Moja głowa była pełna „rymowanych słów”. Sen był kontynuacją Pana Tadeusza…A słowa mojej Mamy, zapraszające mnie na śniadanie, uruchomiły we mnie konieczność odpowiedzi.
Ale cóż to? Zakrywam dłonią usta. Nie wierzę własnym uszom. Ja rymuję?!
Zwykle, proste rymowanki a nie ciąg słów, nie proza…Tatko zerka nad Mamy głową, wskazuję palcem na książkę i mówi nieco rozbawiony.
-Ja też tak miałem…Basieńko patrz – wyciągnął palec w kierunku tapczanika- … To tam leży „winowajca”
Na kołdrze spoczywa „Pan Tadeusz” Złoty promień musnął właśnie pozłacane litery, odbijając blask. Ja stoję wciąż z ręką na ustach, ale zaczynam się ukradkiem śmiać.
Rodzice też. Po chwili wszyscy w trójkę wybuchamy śmiechem…
A za oknem słońce głaszcze krzewy, hasa po kostce brukowej, lub jak psotnik rozkłada się tęczą po szybach w oknach. W naszej kuchni też. A ja idąc za rodzicami szepczę.

-Polsko! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie.
Cenię cię kocham, kto też tak mi powie?

Tatko się odwrócił, stanął w bardzo dumnej pozie i odparł;

-Oj dziecko moje, córko ma najdroższa,
kiedy mówisz Matka, wiedz, to jest twa POLSKA.

Mama spojrzała na nas lekko zdziwiona, ale trwało to ułamki sekund, ponieważ i Ona dodała;

-Ci, co za ciebie życie, w boju utracili.
Stali się krwią i pamięcią chwili.
A ja dziś dzięki temu opiszę i powiem,
że twa piękność Polsko, trwa w sercu i mowie

I tak oto Pan Tadeusz, słowem, piękna poezji i myśli patriotycznej, połączył mnie i moich rodziców.
{I proszę, nie mówcie mi, że to zbyt patetyczne. Bo sami wiecie, o co tu tak naprawdę chodzi}
I jeszcze Was o coś zapytam?
Jakie są Wasze wspomnienia? Podzielcie się nimi ze mną, proszę.
Z pozdrowieniami, Marta Grzebuła.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii, prawda

 

Witaj, świecie!

31 maj

Witaj na nowym blogu!

Dla ścisłości informuję, że reaktywuję blog, który kiedyś usunęłam. Przyznaję się uległam naciskom, krzywdzącym komentarzom i po prostu miałam serdecznie dość. Ponieważ okazało się, że dzielenie się wrażeniami dotyczącymi przeczytanych książek nie zawsze spotykało się z akceptacją. Opisywałam, dzieliłam się strefą emocjonalną, taką moją – prywatną, głęboką. I to nie spodobało się.

„Zbyt szczera, zbyt otwarta, spontaniczna i nie profesjonalna”czytałam w komentarzach.

A przecież nie jestem, ani też nie pretendowałam do bycia profesjonalistką, bo nią nie jestem. Jestem czytelniczką, która chciała pokazać swój świat emocji, jaki zaistniał po przeczytaniu danej powieści, czy poezji.

Ale na szczęście pojawiły się, po jakimś czasie inne, miłe mojemu sercu maile. Pisano, proszono mnie, abym ponownie dzieliła się  swoimi emocjami. A więc jestem. 

ZAPRASZAM – pierwsza nietypowa recenzja jeszcze dziś. 

Marta Kinga Grzebuła 

pokaz_obrazek

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii