RSS
 

W gąszczu niejasności- Anna Kenig-Kacperska

03 cze

A archiwum-odtworzone wydawnictwo E-bookowo.

imagesdb_4d80632c87280d5fc3a40c64dbed43b3

Z SERII – NIETYPOWE RECENZJE MARTY

A teraz zapraszam do czytania. Uprzedzam, że to tylko zwiastun całości.
ANNA KENIG – KACPERSKA Jakiś czas temu skorzystałam z portalu wydaje.pl Jest tam wiele wspaniałych tekstów- prozy. Ale nie tylko. Ania Kenig-Kacperska jest jedną z autorek zamieszczających na tym portalu self-publishing swoje książki. Dzięki uprzejmości Autorki dane mi było przeczytać „W gąszczu niejasności” oraz ” Chwiejący się tulipan” Dwa odrębne gatunki. W jednym miałam do czynienia z romansem z XVII wieku. Intrygą, konfliktem i przepięknym wątkiem miłości. w drugiej zaś zetknęłam się niemal z morderstwem doskonałym. Ale jak to kobieta, najpierw wybrałam miłość. Emocje i wzruszenie, żal i zaskoczenie, to było pierwsze co mnie spotkało – prawie od razu. Młoda dziewczyna zmuszona do poślubienia odrażającego człowieka. Nie świadoma faktycznego stanu posiadania. Nie wie, że zostaje uwikłana w swoisty rodzaj spisku, przeciwko niej. Ale kierując się innymi pobudkami ucieka. Bałam się o nią. Las, ponury i mroczny, pełen niebezpieczeństw i ona, zlękniona, przerażona i osaczona pokonuje zupełnie nieznany sobie teren. Ale los jej sprzyja… jej oczom – jakże już zmęczonym- jak i ciało, ukazuje się dom. I niczym Kopciuszek korzysta z możliwości kryjówki, jaką on jej daje. Jest zbyt zmęczona, aby pokusić się o analizę tego czyj jest, do kogo należy..Zasypia. Ale gdy się budzi okazuje się, że przed nią stoi wyjątkowy człowiek, gospodarz. Jest nie tylko przystojny, ale otacza go aura tajemniczości. Jest naprawdę kimś wyjątkowym…Kibicowałam im obojgu. Byłam „świadkiem” rodzącego się uczucia. Czy ono ma szansę się spełnić? No cóż, tego dowiecie się z książki. A ja podążam dalej śladami młodej i pięknej dziewczyny oraz młodzieńca. I nagle wszystko okazuje się nie takie, jak się spodziewałam. Powieść ta zaskakuje mnie fabułą. Dwie rodziny, dwa światy emocji. Pogmatwane losy i uczucia. A wszystko to osadzone w epoce, w której Polską rządzi August III Mocny w Anglii Maria II Stuard, ale w powieści nic nie jest tak do końca jasne. Ani epoka, ani koniec. Jedynie bardzo czytelne są emocje. One górują nad czasem i nade mną. Ale świetnie się czyta i w trakcie nachodzi mnie refleksja. Że ta Autorka zasługuje na uwagę wydawców. Gdyby dano Jej tylko szansę zaistnieć na szerszym polu. Ale póki co tak nie jest.
Powieść ta powinna mieć rzetelną korektę i redakcję. Bo w pełni zasługuje jak i ” Chwiejący się tulipan” na uwagę i zaangażowanie wydawcy. Wiadomo, każdy Autor stara się zamieścić w pełni dopracowany utwór na takim portalu, ale bywa z tym różnie. Mimo tego obie z przeczytanych przeze mnie powieści Anny Kenig-Kacperskiej zasługują na uwagę także potencjalnego czytelnika. Kryminał również przypadł mi do gustu.

Zapraszam, Marta Grzebuła

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Odtworzone, znalezione w sieci…

02 cze

Bardzo cieszy mnie fakt i mobilizuje do tego, aby nadal prowadzić ten blog, że tak wiele z moich nietypowych recenzji żyło nadal {mimo skasowania przeze mnie jakiś czas temu bloga} w sieci. Teraz dzięki temu mogę odtworzyć większość z nich. A ten wpis z marca 2013 roku również odnalazł się w wielkim świcie Internetu.

Z archiwum…

książkiZastanawiałam się czy dziś dodać jeszcze jedną recenzję? Czy też może esej? To ważne, aby wiedzieć co piszemy, jak ważne jest to co mówimy, ale ja koncentruję się na moich przeżyciach, emocjach i na kolejnym podzieleniu się z Wami tym co mi gdzieś tam w głębi a czasem na samym wierzchu gra, gdy biorę kolejną książkę do ręki. Tak, więc niezależnie od definicji…dziś więcej nie napiszę. Ale nie oznacza to, że nie podzielę się z Wami pewną, nurtującą mnie, myślą i spostrzeżeniami. Czytanie. To mój temat na teraz. Za mało, wciąż za mało ludzi czyta książki. Zastanawiam się, dlaczego? Gdzie i kto w ich przypadku popełnił błąd? Wychowanie? Tak, sądzę, że tak. Wzorce? Kalka emocjonalno-wizualna. Im jej brakowało? Mogę być kalką, mogę być nazwana jakkolwiek. Nie ważne. Ważne jest, że ja, od kiedy po raz pierwszy rozczesałam swoje długie włosy a mało tego związałam je kokardą samodzielnie, jako dziewczynka pięcioletnia. { Samotność w…domu :-] plus klucz na szyi} kochałam gdy mi czytano bajki lub je opowiadano. {Pewnie robiono to już dużo wcześniej} Śp. Mama była w tym niedościgniona. Tatko również dawał radę…Te Jego „Tygrysy” Pamiętacie je? Co niektórzy na pewno. Kiedyś pozostałym o nich opowiem. Tak, więc kiedy tkwiłam z kluczem na szyi a podwórko było za nudne, wzięłam się za czytanie. Być może początkowo „do góry nogami”, ale parłam do przodu. Od czego jest wyobraźnia? Sama oglądając ilustracje „czytałam” sobie bajki. Aż nadszedł dzień, gdy pojęłam zawiłość symboliki liter i poszłam na całość. A Wy Kochani? Jakie były Wasze początki? Pamiętacie swoją pierwszą bajkę? A może, choć pierwszą samodzielnie przeczytaną książkę… To ważne dla mnie. Wiecie dlaczego? Skupcie się…Wspomnijcie tamte lata. Waszą książkę, bajkę…. Westchnienie? Z pewnością. Do czego zmierzam? Do mojego „Pana Tadeusza” do mojego ” Ziele na kraterze” i do mojego ” Solaris” czy mam podawać nazwiska autorów? Chyba nie, prawda? Znacie Ich. I do tego zmierzam. Naprawdę, wierzcie mi, boli mnie fakt, iż nasi Polscy autorzy wciąż „żyją gdzieś na marginesie Waszych emocji i pragnień poznawczych” Dlaczego? Oj…Zaraz spadnie na mnie lawina Waszych nerwów w postaci słów…Ale nie chcę Was denerwować. Argumentując. Jestem stałym „podglądaczem – czytaczem” sporej liczby blogów recenzenckich i co widzę, czytam?…Kipi od pisarzy nie tylko zza oceanu…Są zewsząd byleby nie z naszego kraju…Zasmuca mnie ten fakt. Ale jak od każdej reguły i od tej są wyjątki. Wtedy zacieram ręce i jeśli recenzja jest OK staram się zdobyć daną powieść. A potem…”buszuję” z lubością. Moje klimaty, mój świat, a nie willa z basenem i jaguarem i to nie jednym w garażu…Jestem z moim bohaterami. Znam ich imiona. Brzmią tak fajnie, znajomo, po Polsku. Ale i ja, jako autor popełniłam „zdradę” W moje powieści JOKER…osadziłam pewnych ludzi w stanie Nevada…I cóż. Ich imiona uległy chwilowej modyfikacji. Nie Marcin, lecz Martin, nie Michał, lecz Michel itd. Ale czy to była rzeczywiście „zdrada?” Śmiem wątpić. Ale nie o tym chcę pisać.pokaz_obrazek

Kochani, dziś więcej recenzji nie będzie. Nie chcę Was zarzucić tekstem-=emocjami. Ale jeśli ktoś z Was byłby skłonny podzielić się ze mną swoimi wspomnieniami, o których wcześniej pisałam, lub jeśli zechciałby posługując się rzeczowymi argumentami „obronić” swoje zdanie: Iż tylko zagraniczni twórcy piszą OK, będę wdzięczna. Czekam z niecierpliwością.

Marta Grzebuła

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

PRZEWROTNOŚĆ DOBRA – JOLANTA KWIATKOWSKA

02 cze

jola2Odtworzona nietypowa recenzja

PRZEWROTNOŚĆ DOBRA
jola
- JOLANTA KWIATKOWSKA

A jednak…nie dałam rady się powstrzymać. { CZYŻBYM I JA OKAZAŁA SIĘ BYĆ PRZEWROTNA? } Nie  ja poddam się tej lawinie emocji, o której pisałam wcześniej… „Idę za ciosem ” . Może uniknę unicestwienia? {Żart}
Moi Drodzy tym razem zabiorę Was do świata równie ciekawego, pełnego wrażeń, czasem wyliczonych na przetrwanie. Moja przewodniczka ujawni mi swój świat, w którym i ja będę musiała umieć się odnaleźć. Ale jak to uczynić, gdy wszystko wokół emanuje przemocą, cierpieniem i manipulacją?
Moja mała bohaterka i ja uczymy się przetrwać w tej dżungli wyrachowanych działań dorosłych. Podłych, wyuzdanych a wręcz ohydnych. Pojawia się pojęcie: „DOBRA I ZŁA” Jak je postrzegam oczami bohaterki? Lepiej nie pytajcie. Ja i ona i oni…a z czasem on ten, który miał pomóc, a okazuje się treserem jeszcze gorszym niż bym była w stanie przypuszczać, wnikamy w pojęcie, w definicję- DOBRA I ZŁA.  Kto to taki? Odsyłam do książki. A tym czasem ja i moja mała przewodniczka dorastamy, Patrzymy na ludzi i na świat przez pryzmat krzywego zwierciadła. Wszystko bezkształtne lub nienaturalnie powykręcane. Dziwi Was to? Mnie nie. Ponieważ ja przeczytałam tę powieść. A Wy dopiero po nią sięgniecie. Prawda?
A tym czasem dorastam wraz z nią i zaczynam się bulwersować. Oscyluję pomiędzy: „akceptuję, rozumiem” a: „ to niewybaczalne” – Targa mną gama emocji. Ja pomiędzy dobrem a złem, tkwię niczym klin…. złem? Cóż w tym ma być złego, że wyuczona, niemal wytresowana usiłuję wraz z moją przewodniczką dostosować się do życia. A nawet w pewien sposób pragnę wykorzystać to, co mi wpojono. Manipuluję, więc ludźmi i sytuacjami, aby przetrwać? Czy wszystko bywa kłamstwem, jeśli w myśli dopowiem resztę? Moja bohaterka i ja zaczynamy wierzyć, że nie. O Boże, myślę. Zaczynam podążać jej tokiem myślenia. To złe? Na razie tego nie wiem.
Moi Kochani wiecie, co jeszcze urzekło mnie w tej powieści? To pewien rodzaj metaforyki… opowiedziana jest ona w niesamowity sposób. Skojarzyła mi się. A tu Was zaskoczę. Z Calineczką Andersena. Ale sami musicie się dowiedzieć, dlaczego mam takie skojarzenia. Gwarantuję Wy też je będziecie mieć.
A ja tym czasem jestem wraz z nią, moją przewodniczką, już dorosłą kobietą, uwolnioną przez akt śmierci … kogo? Już wiecie gdzie Was odsyłam? Do książki. Tak, więc obie wolne i „wytresowane” wciąż dyplomatycznie manipulujemy pojęciem dobra…i ludźmi. A ja zaczynam się w tej roli czuć źle. Mimo, że rozumiem moją przewodniczkę, nawet nie wiecie jak dobrze ją rozumiem. I nagle popijając kolejną kawę, przypalając kolejnego papierosa zdaję sobie sprawę z faktu, że OCENIAM! A przecież nie powinnam. Skoro wiem skąd i dlaczego pojawiła się w mojej przewodniczce taka zdolność. To nie powinnam tego robić. To złe. Biję się w pierś, myśląc „mea culpa” … I czytam dalej. Fala emocji znów wnika we mnie. Przypominam sobie te wszystkie rzekomo dobre słowa to, czym mnie karmiono, gdy byłam małą niewinną dziewczynką. Nieupragnioną i niewyczekiwaną, ale skoro zaistniałam to trzeba było mnie jakoś wychować. Wyszkolić. Karmiona sloganami przez tych, którym dziecko zazwyczaj ufa, dorastałam i wyrabiałam się z …idiotki na kobietę…Znów fala wspomnień. Ale czy wyrzutów sumienia? Czy ja i moja przewodniczka wiemy, co to są wyrzuty sumienia?
Kochani…zapraszam do lektury.
To powieść, obok której nie przejdzie się o tak…nie odłoży z westchnieniem, z ulgą „zaliczona” na półkę. To powieść, która „położy się z Wami spać”, która wypełni Wasze dusze i serca a otworzy umysły.
Ja tego dnia, nomen omen, pochmurnego, mglistego i pełnego szarych chmur siedziałam z podkulonymi nogami na sofie i brnęłam w ten jakże trudny do zaakceptowania świat…od molestowania, poniżania, wykorzystywania po mistrzowską wręcz manipulację…Nie tylko mną, poprzez MOJĄ bohaterkę, ale i jej rzekomo bliskich…a potem to ona…ona pokazała mi WSZYSTKIE ODCIENIE DOBRA I ZŁA…oraz całą PRZEWROTNOŚĆ DOBRA. Byłam, stałam się echem jej emocji i jej działań…pojęłam niepojęte a gdy zamknęłam ostatnią stronę, długo jeszcze nie odłożyłam książki. Wpatrywałam się w okładkę { Ukłon dla wydawcy- DOBRA LITERATURA} – Mnie osobiście zastanowiła. Ponieważ wydawało mi się, że patrzę w takim samym stopniu na pogrążoną w cierpieniu kobietę jak i na zamyśloną w knowaniu…Jeszcze wtedy nie wiedziałam czy mam rację…a i Wy tego jeszcze nie wiecie. Lecz wiem też, że skłoni Was nie tylko mój wpis, moja nietypowa recenzja do jej przeczytania, ale sami zapragniecie poznać i pojąć, czy PRZEWROTNOŚĆ DOBRA istnieje…? Bo może okazać się, że aby przeżyć trzeba stać się lustrzanym odbiciem swoich katów ? A może nie? Może przewrotność dobra jest tym, czym dla każdego z nas jest po prostu zdolność empatii? Moja przewodniczka moja książka i ja popadłyśmy w zadumę. Za oknem siąpił deszcz. Koc grzał mi stopy a książka serce. Nie udzielę Wam żadnej odpowiedzi. Nie mogę też nic więcej podpowiedzieć, ale jedno Wam podszepnę – to odważnie napisana książka, nie ma w niej przesłodzenia ani bzdet…to emocjonalna prawda. A może jej przewrotność? Sami to musicie ocenić.
A ja dalej będę usiłowała wyjść z tej dawki refleksji, w jaką się dziś sama, a wtedy dzięki JOLANCIE KWIATKOWSKIEJ i Jej książce, zapętliłam. Bo jedno jest pewne – ta powieść wywołuje w Czytelniku całą gamę emocji. To mogę Wam zagwarantować.
Marta Grzebuła.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Moje polecenia powieści w wersji elektronicznej

02 cze

imagesCAEC16PKOd dawana czytam e-booki. Dla mnie są to książki niczym nie różniące się od tych w wersji drukowanej. Owszem jedynym minusem jest fakt, że nie pachną. :lol: Ale czy to ma być powód do tego, aby po nie sięgnąć? Wątpię. Owszem szanuję i akceptuję wybory innych, ale ja nie pozwoliłabym sobie na to, by niejako ograniczyć się, i zamknąć przed sobą drzwi do świata książek elektronicznych, które najczęściej są dostępne tylko w tej wersji. A przecież i one dostarczają mnóstwa emocji, wrażeń a do tego wszystkiego zajmują naprawdę mało miejsca. Mój dom jest pełen książek, co możecie zobaczyć na fotkach jakie dodałam, ale największą ich ilość mam w czytniku. Mogę bez kłopotu {zajmuje mało miejsca w torebce} wziąć go ze sobą wszędzie a więc i moje ponad400 książek. Wyobrażacie sobie  to w przypadku książek tradycyjnych? Bo ja nie. Dlatego tym wpisem mam zamiar polecić Wam i zachęcić i do tej formy czytelnictwa. Ja naprawdę często z niej właśnie korzystam.  W sieci zaniewielkie pieniądze można zakupić fantastyczne powieści. Czasem debiutujących autorów, tych którzy mają również sporo do przekazania wartościowej prozy, w dobrym stylu, z ciekawą fabułą. I ja z tego korzystam. Czerpię wręcz garściami.  Lubię, bo jak do tej pory nie zawiodłam się pobierać e-booki z RW 2010 E-bokoowo.pl oraz wydaje.pl Choćby dlatego, że można tam pobrać książki ZA DARMO…lub w wyjątkowo atrakcyjnej cenie.

Dzięki takim wydawcom jak wyżej wspomniani dane mi było poznać twórczość Pani Anety Rzepki, Marcina Brzostowskiego, Pitera Murphy, Pani J. Orsy, Stefana Dardy i wielu, wielu innych.

Nie sądzę, abym miała możliwość Ich poznać gdyby nie e-book. Ale wydawcy także i ci wspomniani spełniają życzenia Czytelnika i można kupić u nich książki w wersji drukowanej. A więc jest wybór. Dlaczego więc z niego nie skorzystać?

Ja korzystam i to w pełni. Jak się tylko da.

Polecam Wam tę opcję poznania dobrej, świetnej literatury. Macie wybór, druk lub e-book. Szukając w renomowanych i tak zwanych wielkich wydawnictwach, księgarniach również mamy wybór…Ale tam nie znajdziemy tych autorów, którzy mają świetne pomysły, mają dobry styl, mają to -coś- co dla nas czytelników ma znaczenie. Dar porwana nas w świat fikcji, w fabułę, która nas zauroczy i na lata pozostanie w naszej pamięci. Bynajmniej w mojej. I nie dyskryminuję tu nikogo, wielcy niech pozostaną wielkimi, ale dajmy szansę tym mniej znanym autorom, wydawcom stąd i dlatego moje polecenia.

960169_627670160619226_756746269_n1377218_627670213952554_248805863_n1382111_627669853952590_784368839_n1382194_627670267285882_1717604428_n10402871_748932691826305_7765304094892782468_n10262263_1511752545713404_8084170216968100211_n

Zapraszam…

StLS04MjE3ODAtd19zd2llY2llX2pvbmFzemEtcncyMDEwLWNvdi1lYm9vay5qcGc=ddbcaadbeabdjpgb10439046_691791400869708_1996653097450025962_npobrane

534195_588117271241182_57808726_n


http://wydaje.pl/


http://www.e-bookowo.pl/nowosci.html

ZAPRASZAM POLECAM

 

Kochani ale ze mnie mol książkowy…znów trzecia w nocy a ja znów czytam FANTASTYCZNĄ książkę, zbiór opowiadań z RW 2010 – już o niej wspominałam. Każdy Autor, każde w niej opowiadanie są dla mnie świetne, ale opowiadanie Maciej Ślużyński „BOŻY KOMANDOS a teraz CZASZKA – zaparło mi dech w piersiach. Ale puenta opowiadania ” Boży Komandos” jest tak …kurcze,  brakuje mi słów…Mi brakuje? Aż dziw, ale tak jest prawda… Powiem tak na koniec. Nie możecie nie przeczytać tej Antologii podam WAM wszystko, link, gdzie możecie pobrać i to za free tą i inne książki. Załóż konto, to proste a zyski niewymierne
http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/ShowCart.html

Inny fragment

581693_587424361310473_322951286_nMyślałam  już, że nie mam co czytać … leżę w łóżku, noga OK, znaczy się kolanko a ja „wyczerpałam” zapasy lektur. Mój czytnik przejrzałam i w pewnej chwili buziak mi się uśmiechnął… znalazłam „Słodko gorzko” – opowiadania. I nie ważne, ze już raz je czytałam. Są książki do których chętnie wracam. AUTORZY zbioru opowiadań to: * Andrzej Paczkowski * Anna Pasikowska * Anna Rybkowska * Dorota Pase…k * Grzegorz Krzyżewski * Jan Siwmir * Joanna Łukowska * Katarzyna Woźniak * Kornelia Romanowska * Maciej Ślużyński * Magdalena Zimniak * Piotr Mrok * Zuzanna Lenska Ze strony RW2010.pl polecam
Marta Grzebuła
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

Książki, które stały się okrętami. Luiza Dobrzyńska. Jacek Piekara. Joanna Łukowska

02 cze

Fragment kolejnej odtworzonej. Tylko tyle miałam zapisane.

TO SĄ TYLKO FRAGMENTY ODTWORZONYCH NIETYPWYCH RECENZJI !!!

 

1454778_644021322317443_87174735_nA dziś a nocy, jak już wybiłam się całkiem ze snu, { tak długo pracowałam nad swoją powieścią} słuchałam ” Młot na czarownice” autor- Jacek Piekara – Świetna! I oczywiście nie spałam do 6, potem padłam jak przysłowiowa kawka. Ale jakie miałam sny, ho, ho…Strach się bać.  Podpalana, dręczona, torturowana … a na koniec, jak to w śnie bywa, „przerzuciło” mnie i śniłam o moim najstarszym synu, Michale. Aż się poryczałam. Jego życie było zagrożone. Cholerna inkwizycja Nie czyta, ani nie słucha się takich książek po nocy…A już na pewno nie przed snem. Ale sklei grzechem jest jej nie przeczytać. Zaznaczam róbcie to za dnia.

Kolejna

1393042_640139589372283_1019538595_nZ SERII NIETYPOWE RECENZJE MARTY- A i jeszcze jedna…też tak na gorąco Luiza Dobrzyńska i Jej „jesteś na to zbyt młoda” Ja na pewno nie…Ale moja przewodniczka, świetna młoda i pełna życia, oraz mająca w sobie coś bardzo dziwnego. To „coś” okaże się być czymś szalenie wyjątkowym. polubiłam ją. Bystrą, inteligentną dziewczynę. Młodą i ambitną. Jej życie zaczęło się naście lat wcześniej. Szybko s…traciła rodziców… A może ich tak naprawdę nigdy nie miała? Może za matkę i ojca uważała kogoś innego? Wyjątkową kobietę, która była dla  niej w takim samym stopniu opiekunką, co przyjaciółką, nauczycielką…Ale los bywa wredny…Wiem to wszyscy. I moja mała przewodniczka również tego doświadczyła. Dlaczego musi wyjechać do wujostwa? Co takiego się stało? Oczywiście tego dowiemy się z książki.Ale dopiero teraz mamy świetną akcję…Świat niczym w Harrym Potterze. A może nawet lepszy? Czarownice, magia, wilkołaki, wampiry i ona, młoda dziewczyna, która nagle dowiaduje się kim jest naprawdę. Kim? masz ochotę zapytać. Nie dziwę się…Może ma moce, o które się nigdy nie posądzała. A jej ciotka i wujek? Co ci ludzie w niosą w jej życie? Czego nauczą? A miłość, będzie na nią czas? A jakże…Przyjaźnie i anty-sympatie. I ona w tym zawiłym świtem, między światami…Luiza świetnie operuje słowem tworzy obrazy i dialogi, które się „łyka”I tak łykam kolejne strony. Miałam przyjemność przeczytać cztery książki Luzy. „Dusza” „Kawalkada” ” Pol Trek  w imieniu Rzeczpospolitej” Przy tej to dopiero szał. Boki zrywałam ze śmiechy, ale nie tylko, bywało, że pojmowałam, że choć Luiza stworzyła Polski Świat Star -Treka to szczypta ironii, jaką mi zafundowała, mimo wszystko coś boleśnie uświadomiła…Że Polski „Hermasz” bo na dalsze litery farby zabrakło, jak to w Polsce, jest swoistą „puszką” { miałam ochotę napisać Pandory} i chyba niewiele bym się pomyliła. Ale tak naprawdę Luiza pisząc tę powieść dała mi ją do rąk z nadzieją, że mnie ubawi…Tak, ubawiła, ale jak napisałam…Zmusiła mnie do refleksji. Bo jak ich nie doświadczyć, kiedy ma się przed oczami swoisty konglomerat osobowości? Postacie tak różne, i tak niesamowite że aż … realne. Tak realne w sensie takim, że bez ogródek ukazywane są nasze słabości, nasze niedociągnięcia…Satyra na leniwego Polaka? Oj może za ostro, bo tam nie tylko Polacy biorą udział w akcji…w locie na…Oj za dużo opiszę, Więc tylko dodam. „Hermasz” to Świat w pigułce, jak dla mnie. A czwarta książką jaką przeczytałam to właśnie „Jesteś na to zbyt młoda” Tytuł dość przewrotny. Mój mąż jako facet pomyślał o czym zgoła innym. Jak to facet {he,he} Ale moja przewodniczka nie była na nic za młoda…Jedynie czasem za smutna…Bo życie nie rozpieszcza, zwłaszcza jak się musisz nauczyć żyć i niemal być między dwoma światami…Między baśnią a …życiem. Luiza świetnie to ukazała. Oczywiście, moim zdaniem. A teraz małe wyjaśnienie: dlaczego tu pisze nietypowe recenzje…Nie uwierzycie, ale przysięgam…to prawda…Od ponad pięciu dni, nie mogę się zalogować na swój WŁASNY BLOG. WCIĄŻ mi wyskakuje info. Błędny login lub hasło. Ludzie myślę, od marca 2012 nie zmieniłam nic…Skąd to info? Ale cóż, napisałam do Admina i czekam…Tak więc póki co tu na FB będę pisać. A tak przy okazji, nadmienię. Niebawem napisze o książkach Ani Kenig-Kacperska. A teraz pozdrawiam WSZYSTKICH i to bez wyjątku.
1382091_625217117531197_1519184059_nKochani, jest parę minut po piątej rano, a ja jak ta „pijawka” przyssałam się do książki i nie mogę przestać czytać. Śmieję się, prawie na głos, płaczę niemal tak samo. Po porostu szał! To zbór opowiadań, ale każde jest jak bomba, rozsadza mnie, eksploduję od środka. Joanna Łukowska i „Od pierwszego dotyku” z RW 2010 a u mnie od pierwszego wejrzenia fascynacja. Już pierwsze opowiadanie mnie zniewoliło.  A to był dopiero początek. Kochani jeszcze mi zostało kilka stron. Kilka westchnień, uśmiechów pełnego spontanu przy czytaniu. Czy wam ją polecam? OCZYWIŚCIE. Ja od 23 nie mogę się od niej oderwać { od czytnika}. Wspominałam o tej książce w moim blogu NIETYPOWE RECENZJE MARTY, za jakiś czas podzielę się tym co od tego momentu targa moją duszą, umysłem, ba! nawet ciałem. Ostatnimi czasy {oprócz dwóch} przeczytałam 12 książek, w tym również zbiory opowiadań, ale ten zbiór jest świetny. I muszę nazwać się { choć pod tym względem} szczęściarą. Miałam wielką przyjemność czytać 10 ŚWIETNYCH  KSIĄŻEK a do  tego cztery tomiki poezji. Czyż nie jestem szczęściarą? Mieć wolne, w tym czasie pokonać wredne choróbsko, a między czasie trafić na takie książki!. To niesamowite. Tak jestem rozentuzjazmowana, że nie dam rady zasnąć. Pewnie padnę jak kawka, zaraz po skończeniu ostatniej strony książki „Od pierwszego dotyku” Pamiętajcie warto. Joanna Łukowska { zmiana literki i byłby Łukomska =D} i Jej książka czeka na Was. W zamian gwarantuje… Oj, co tam będę zachwalać. Ja już wiem, ile radości mi dała, wzruszeń a  Wy? Pewnikiem też tego zapragniecie… Tak myślę.
TO SĄ TYLKO FRAGMENTY ODTWORZONYCH NIETYPOWYCH RECENZJI
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

DZIECI PLANETY ZIEMIA -LUIZA DOBRZYŃSKA

02 cze
ODTWORZONA RECENZJA
1536663_674058569313718_2130310373_n
Skończyłam niedawno czytać książkę Luizy Dobrzyńskiej „Dzieci planety Ziemia”… Po dwudziestu dwóch miesiącach podroży statkiem kosmicznym lądujemy na planecie Patris, a tym czasem coś niedobrego wydarzyło się w Układzie Słonecznym. Planeta ziemia …? Co się stało? Czy naprawdę coś niedobrego? Ziemia jest już wspomnieniem? Jaka katastrofa tam się wydarzyła? Wszyscy są porażeni tą informacją. Nad…al nie ma kontaktu z błękitną planetą. Ale my, jako koloniści i tak nie mamy innego wyjścia. Zostajemy tu, na Patris. Odkrywamy faunę i florę jakiej nawet nasza zdolność wyobraźni by nie podołała. Plastyczne obrazy jakie stworzyła przede mną Autorka tworzą swoistą tęczę. Niesamowity świat przyszłości? Czy na pewno ta planeta ma być naszym „domem”? My czyści genetycznie ludzie zastanawiamy się nad tym. Nad naszą przyszłością. Fascynującym elementem tej książki, jest ukazanie samotności w tłumie. A przecież powstały wielkie miasta, a mimo to szukamy zrozumienia, miłości u… Kim są jak się nazywają…Ci inni? Czy to maszyny? Czy to one są bardziej ludzkie niż my? Bohaterowie samotni w tłumie. Otoczeni wręcz baśniową przyrodą…Świat, cywilizacja prze do przodu, a mimo to samotność pozostaje stałym elementem naszego bytu. Naszej egzystencji. Nic nie jest doskonałe dopóki to człowiek taki się nie stanie. A może taki będzie? A androidy, czy to od nich się nauczymy być ludzcy? Niemal niewiarygodne sformułowanie…Ale jednak…Czy koloniści w ogóle czegoś się nauczą? Książką, która moim zdaniem nie tylko porywa w świat fantastyki, ale w głąb mnie. W głąb siebie, każdy czytelnik będzie miał takie odczucia. Oczywiście to subiektywne stwierdzenie, ale może się nie mylę? …Polecam każdemu, kto kocha się w dobrej, mądrej książce.. Luiza Dobrzyńska i Jej świat emocji, wyobraźni i emocji…ale czy na pewno tylko Jej? Myślę, że za Jej sprawą także i nasz.  Naprawdę polecam. Piękna, malownicza okładka. Już ten pejzaż uruchamia wyobraźnię. Ukłon w stronę  Wydawnictwo Literackie Białe Pióro
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

PLAN -PATRYCJA GRYCIUK

02 cze
1506066_674435259276049_81103050_nODTWORZONA NIETYPOWA RECENZJA
Wczoraj skończyłam czytać książkę Patrycji Gryciuk PLAN i jestem nią zachwycona. To mało powiedziane. Zauroczona? Zafascynowana? Ilu bym słów nie napisała to i tak nie odda to czego doświadczyłam czytając te powieść. Powieść debiutancką tej Autorki. Aż się wierzyć nie chce. Co za warsztat! Kim jest Patrycja Gryciuk? Urodziła się i wychowała w Legnicy. Jest absolwentką I LO, gdzie skończyła klasę dziennikarską, która otworzyła przed nią praktyki w legnickiej prasie i radiu. Jako licealistka grała w amatorskim kółku teatralnym w legnickim teatrze. Następnie skończyła Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w Legnicy, później Filologię Romańską we Wrocławiu. Od tamtego czasu mieszkała w różnych krajach ucząc w elitarnych szkołach francuskich (Hiszpania, Francja, USA, Szwajcaria). Dziś mieszka we Francji, a pracuje w Genewie, gdzie uczy francuskiego w jednej z najstarszych i najbardziej cenionych szkół IB na świecie. Patrycja Gryciuk jest mężatką i mamą dwóch małych chłopców. Na co dzień lubi czytać, chodzić do kina, słuchać muzyki i podróżować. Poznałam Ją tak naprawdę dzięki powieści. Książce, w której bohaterka w takim samym stopniu mnie zachwyca, co czasem denerwuje. Jej niezdecydowanie, jej poszukiwanie, błądzenie, złe wybory a potem żal… Nowa miłość tajemniczy bogaty wręcz wspaniały facet i ona .. Ale za moją bohaterką jest inna również wyjątkowa miłość. A może wcale to nie przeszłość. Kto zawalczy o te uczucie? Ona, Anna, czy jej ongiś przyjaciel a potem miłość? I czy ten co miał być tak wspaniały, takim się okaże człowiekiem? Powieść romantyczna, jak mawiam zatrzymująca oddech. Ale nie tylko ma swoje drugie dno. A jakie? No cóż zachęcam Was do sprawdzenia tego osobiście. Polecam wiec PLAN Patrycji Gryciuk, jak dla mnie wyjątkowej kobiety, która do powieści przemyciła własne idee, poglądy na tak ważne dla nas wszystkich sprawy. Nie tylko miłość, wierz mi.
Marta Grzebuła
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

FLORYSTKA- KATARZYNA BONDA

01 cze

FLORYSTKA- KATARZYNA BONDA

FLORYSTKA
 bny
Czas na nietypową recenzję…
Powieść Katarzyny Bonda, FLORYSTKA.
Skończyłam czytać ją dziś w nocy. Czytałam bez przerwy, dwa dni. O, przepraszam…wczoraj musiałam iść rankiem i po nowe okulary. Ale w drodze do przychodni nadal myślałam o książce. Zawróciła mi w głowie. Analizowałam, robiłam profil sprawcy czy też sprawców. Opierając się tylko na poszlakach, na tym, co podpowiedzieli mi moi przewodnicy, usiłowałam rozwiązać zagadkę śmierci ofiary a może ofiar?
Kochani w przychodni siedziałam niemal, jak na przysłowiowych szpilkach, już chciałam być w domu. Nie wzięłam swojego czytnika, na którym jest powieść. Żałowałam. Kolejka była dłuższa niż moja zdolność pojmowania tego, dlaczego trzeba aż tyle czekać. Mąż spacerował w te i z powrotem, zerkając badawczo na mnie od czasu do czasu.
-O czym tak intensywnie myślisz? -spytał w pewnej chwili.-Nie mów, że o książce? -Uśmiechnął się.

Znał mnie lepiej niż sądziłam. W sumie nie musiałam Mu nawet odpowiadać. Tak, myślałam o książce. O dzieciach, o ofiarach. Byłam zła, bo mimo tak idealnego podszeptu, mimo stworzenia przez moją dwójkę przewodników doskonałego profilu, ja nie wiedziałam. Nie, inaczej. Nie mogłam się z tym pogodzić. Wstrząsnęła mnie moja własna myśl, wówczas doszedł mnie łagodnie brzmiący głos młodej kobiety.
-Pani Grzebuła. Proszę.
Weszłam. Mijały minuty, w których poddawano moje oczy badaniom, ale również i moją cierpliwość. Jak ja nie lubię chodzić po lekarzach, pomyślałam. Ja pielęgniarka, pracująca 30 lat na oddziale Reanimacji i Anestezjologii. Nie lubię bywać w przychodniach. Wy pewnie też. I to, jak znam życie, z różnych powodów, tego nie lubimy.
Z ulgą, że to już koniec, odebrałam receptę. Odsłuchałam, lekko charczący głos, chorej pani okulistki, i dziękując przykładnie, wyszłam z gabinetu. Silnik samochodu był gotów do jazdy. Ja też.
W końcu byliśmy w domu. A ja usiadłam na mój kochany, bujany fotel i znów wzięłam się do czytania. Mój przewodnik wprowadził mnie ponownie do domu, pewnej bardzo nieszczęśliwej kobiety. Straciła syna. I nagle, przyznam się , że często mi się to zdarza. Stałam się nią, florystką. Znów włączyła się we mnie, drzemiąca od lat, zdolność identyfikowania się z bohaterem…Ciekawi Was, o kim teraz piszę? Na pewno. Nie dziwię się. Kim jest owa drobna kobieta, o dłoniach, na których maluje się liniami, zadrapaniami, małymi rankami jej praca. Praca? Czy pasja?
A tym czasem…Jestem nią. Tak silnie się identyfikuję z postacią, że niemal fizycznie odczuwam jej ból. Jej cierpienie. A ona zabiera mnie do Ogrodu. Nie po raz pierwszy zresztą, ale tym razem jest inaczej. Czy uruchomiła się we mnie całkowita i pełna zdolność empatii? Tak. Mam trzech synów. Strata, któregokolwiek zabiłaby we mnie w takim samym stopniu duszę, co i ciało. Ale, ale… Czy trzeba być Matką, aby wczuć się w te emocje? Nie. Wierzcie mi, nie. Autorka ma niesamowity dar. Czytając powieść miałam bez mała cały czas wrażenie, że i Jej emocje, Jej cierpienie, w które jakby uwikłała się {wiem to dość niezręczne słowo, ale brakuje mi innego} w tę matnię smutku, porażające każde prawie zakończenie nerwowe…jest wspólne, dla Niej i dla mnie…
Wasze wrażenie, jak zaczniecie czytać będzie takie samo. Zapewniam.
Argumentując…To, co odczuwałam za każdym razem, stając się Florystką było piorunująco sugestywne, ale nie tylko…Za sprawą, mistrzowsko, skreślonych postaci powieści byłam każdym z jej bohaterów. Czy kogoś wybrałam na tego jednego? Nie, to w tym wypadku było niemożliwe. Dlaczego? spytacie. No cóż, starym {prawie} zwyczajem, tak dla mnie charakterystycznym, odsyłam Was moi Drodzy do książki. Wnikając w ten świat, staniecie się śledczym, psychologiem, Florystką, Harfistką a nawet…A może przede wszystkim, chłopcem i dziewczyną. Dziećmi. Wiele dróg, jakże wiele osób, prowadzi mnie ku prawdzie. Ku jakże zaskakującej prawdzie. A tym czasem do pokoju niemal skrada się mąż ze swoim odwiecznym pytaniem na ustach.
-Martusiu, zjemy coś?
Kiwam głową, nie odrywając oczu od e-booka.
-To dobrze. Naszykuję coś do jedzenia.
Zerkam na Henryka. Sprawia wrażenie zakłopotanego.
-Heniu!- wołam za znikającym w przedpokoju mężem. -Ja naszykuję. Poczekaj!
-Nie, nie słonko- głowa męża ukazuje się ponownie w drzwiach.- Czytaj kochanie. Czytaj. Potem jak zwykle mi opowiesz.- Uśmiecha się. Kocham Go myślę, spoglądając na Jego znikającą ponownie sylwetkę.
Kiwam twierdząco głową. On tego jednak nie widzi.
Ale tak właśnie jest.
Opowiadam Mu przeczytane książki, ma słaby wzrok. A ja kocham opowiadać. To moje drugie ja.
Tak, więc teraz i Wam dopowiem, co było dalej. Oczywiście sięgam, międzyczasie, po zgubny nałóg. Papierosa. I dokonuję czegoś, co sądzę, że rzadko ktoś z Was to robi. Samoanalizy moich emocji. Tu i teraz. W chwili, gdy czytam kolejne strony oraz wyławiam, nitka po nitce, te emocje z początku książki. Jakże inne, odmienne. Wcześniej…Kąpałam się z moim przewodnikiem Odpoczywałam na pomoście. I starałam się zaprzeczać temu, co mi opowiadał. Zaprzeczałam, że nie jest skończonym człowiekiem, że wszystko, co dobre jeszcze przed nim. Polubiłam też Szwagra, Radzika i tych ludzi z głębi lasów, chroniących i dbających o wilki. Popieram całym sercem, takie inicjatywy.
Ale teraz już byłam z moim przewodnikiem gdzie indziej. Dom Harfistki. Dziwna kobieta…myślę. Podobnie sądzi on.
Moi Kochani być może wyczuwacie pewien chaos moich słów. Zgadza się. Brak tu chronologii zdarzeń przeze mnie opisywanych. Bo czy chodzi o chronologię? Kto, z kim, gdzie i dlaczego? Dobrze wiecie, że nie. Moje nietypowe recenzje mają to do siebie, że opowiadam Wam, opisując, moje emocje. A ta powieść zmusiła” mnie{ to też nie jest dobre słowo} do wędrówki poprzez tak wiele sytuacji, wiele zdarzeń, czasem zazębionych, czasem nie. Ukazała mi tak wielu bohaterów, że niedane mi było inaczej to spasać. Tak myślę. A ponad to jest i we mnie {w Was również} to współodczuwanie. I to ono nakazywało mi zatrzymać się nad postacią. Zrozumieć ją. Wierzcie, czasem było to trudne. Ale nie osądzałam. Nie złościłam się. Nawet na starszą panią, o której można by było na pierwszy rzut oka powiedzieć „Modli się pod figurą a diabła ma za skórą”. Ale na początku byłam na nią wściekła. Podejrzewałam ją o to, co najgorsze. Wiedźma, z różańcem w ręku, myślałam. A potem…Potem. No właśnie..
Czy nie nadejdzie taka chwila, w której będę musiała zweryfikować swoje zdanie? Jak sądzicie? Cóż, wiecie już gdzie Was odsyłam? Do książki.
A tym czasem przebrnęłam przez niejedną łzę, przez niejedno cierpienie doznałam nawet fizycznego bólu … I poniżenia. Bo to, kim stawałam się, dzięki idealnej, fantastycznej zdolności Autorki „wciągania czytelnika” w wir zdarzeń, w wir emocji, spowodował, że nie byłam w stanie oderwać się od książki, nawet wtedy, gdy na stole pojawiła się obiado- kolacja. Henryk, jak bezradne dziecko stał przed stołem, spoglądał na mnie z uwagą i nie chcąc mi przeszkadzać, szepnął tak cicho, jakby zderzyły się ze sobą dwa listki.
Spojrzałam w tym kierunku, nie rozumiejąc, co usiłuje mi powiedzieć. Popatrzył na mnie, uśmiechnął się przepraszająco i nieco głośniej spytał.
-Zjesz ze mną?
-Oczywiście- szybko odparłam, zerkając raz na Niego, a raz na ten bukiet jedzenia, który naszykował. Usiadłam, ale czytnik leżał obok. Henryk nie wytrzymał i się zaśmiał.
-No dobrze Kruszynko…opowiedz mi, o czym jest ta książka.
I tak pomiędzy jednym kęsem a drugim, pomiędzy jednym łykiem herbaty a kolejnym, zaczęłam opowiadać mu o Florystce…i nie tylko. W pewnej chwili przerwał mi.
-A czy nie uważasz tego za dziwne?…
- Co?- przerwałam Mu. Zaintrygował mnie.
-Poczekaj…Przerywasz mi- spojrzał na mnie kręcąc, jakby poddenerwowany głową.- Dziwna wydaje mi się jej postać … z tego, co mówisz…Harfistki. Coś w niej nie togo…- pochylił się nad surówką. Przełknął i kontynuował.
-To, że są ofiary, to, że wszystko zapętla się w czasie. Przeszłość i teraźniejszość, ma dla mnie wspólny mianownik. Dla ciebie nie?
-Owszem- odparłam. Ale poczekaj to nie wszystko…
Czas płynął. Tak jak burzowe chmury za oknem. Wolno i majestatycznie. Choć nie, czas mi i mężowi upływał w pełnym, już bardzo chronologicznym, ciągu zdarzeń. Przyczyna i skutek. Usiłowanie zdobycia pełnej kontroli. Nad kim? spytacie. Kochani, przecież znacie odpowiedź. Zapraszam do książki.
A tym czasem…
Henryk zmywał po posiłku. A ja znów przy moim małym stoliku kawowym, siedząc na fotelu, który od czasu do czasu „napędzany” siłą moich nóg, odpływał ku tyłowi, by po sekundzie, niczym fala podpłynąć do przodu, siedziałam i czytałam. Polubiłam mojego profilera. Bardzo. Kurczę, ale on męski. Chyba się zarumieniłam. Poczułam, bowiem coś w rodzaju ciepła na policzkach. Szybko przywołałam się do porządku. Spoglądając na ślubne zdjęcie. Ja i Henryk. Piękni i tacy szczęśliwi. Jak i dziś.
Wracam do czytnika, poprawiam okulary{jeszcze te stare} i wraz z jego przyjaciółmi z Policji Kryminalnej oraz…kobietą. Od samego początku ją polubiłam. Twarda zawodniczka. Psycholożka. Prawie jak ja. {Ja nie skończyłam studiów} Ale to inna, moja, historia.
Kolejno, z każdym z moich zaprzyjaźnionych bohaterów, usiłuje poznać pardwę. Ale za nim to nastąpi…Znów ból, smutek, potężne, niewyobrażalne poczucie samotności, wkrada się w moją duszę. Kto aż tak cierpi? Wiem, chcielibyście wiedzieć. Niestety. Nie zdradzę Wam tego. I wiecie dlaczego.
Jestem mała, mam nie więcej niż …?… Będę okrutna. Nawet tego Wam nie zdradzę. Ale podpowiem. Jestem dzieciakiem. Mam talent. Jestem szalenie inteligentna i spostrzegawcza, ale też właśnie przez to dopadają mnie demony…demony lęku, poczucia odrzucenia.

Brak akceptacji. Jakże to częste zjawisko w naszych domach. Czy tylko w stosunku do dzieci? Nie sądzę. A Wy?
Kochani, tyle emocji, i tyle sytuacji, w jakie zostałam za moim przyzwoleniem- wręcz ogromnym pragnieniem – wciągnięta, powodują, że oscyluję, od wściekłości, po ogromne współczucie. Śmierć w tej powieści jest jak złodziej. Skrada i okrada moich bohaterów z tego, co najcenniejsze dla nich. Czy tylko dla nich? Przecież życie cenne jest dla Nas Wszystkich. Prawda? A kiedy pomyślę sobie, że to wszystko…No, właśnie Kochani. Pytanie za 100 punktów. Czy to wszystko nie wydarzyło się, aby naprawdę? A może to mistrzowsko, harmonijne połączenie prawdy i fikcji literackiej? Kto to wie? Kto wie? Ja tak. Wy? Macie szansę się dowiedzieć. Wiecie jak?
Spoglądam na cyferki storn. Nieubłagalnie maleją. Jeszcze 20 i koniec? Czytam list…Kolejny list. Robi mi się smutno. Międzyczasie koty buszują po pokoju. Malwinka rozkopała, jak zwykle zresztą, doniczkę, Malwin Junior usiłuje podjeść listki suszonych kwiatów, a Młody leniuchuje na sofie. Śpi. Jeden grzeczny myślę i ponownie spoglądam na czytnik. Po drodze „zahaczam” okiem o zegar. Chryste! To już trzecia w nocy? Pytam ciszę panującą w pokoju. Koty nawet nie zwróciły uwagi na mój głos. Jedynie pies Maks podniósł na sekundę swój rudo lwi łeb. Ale zaraz znów go wtulił w swoje łapy. A ja prostując plecy sięgnęłam po kawę. Łyk, odpalenie papierosa trwa kilka sekund. Zapytacie się teraz, dlaczego…tuż, tuż przed końcem książki, robię przerwę? Tak, robię przerwę. To tak jak na scenie…Tu, choć nie ma fanfar, choć nie ma słów:
„A teraz drodzy państwo finał…”WIELKI FINAŁ”
Ja sama odsuwam ten moment. Napięcie się wzmaga. Lubię te sekundy. Dzięki moim przewodnikom, profilerowi, psycholożce i dziennikarce oraz policjantom, nie wspominając doktora, wiem już, kto i dlaczego. Ale zbliżanie się do tego momentu, tak wyczekiwanego jest dokładnie tą chwilą, na którą się czeka już od pierwszych stron książki… Spoglądam, czytam i…
-Wiedziałam! Ale numer!- jestem podekscytowana. Poruszona. Mimo, że spodziewałam się od jakiegoś czasu, takiego zakończenia. Nie mogłam uwierzyć. Moi przewodnicy { Czy Autorka?} Okazali się być genialni w przeprowadzaniu mnie, jako czytelnika przez ten labirynt poszlak, materiałów dowodowych oraz.. podszeptów. Podszeptów? spytacie. Tak, odpowiem Wam…podszeptów, mojej intuicji. I ich intuicji. Chcecie się dowiedzieć czy i u Was się „włączy” jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, intuicja? Wiecie, co robić, prawda?
Mija kolejna minuta od mojego wybuchu a ja wciąż patrzę na ostatnie rzędy liter. I mało mi. Czuję niedosyt. Chcę znów, chce ponownie spotkać się z profilerem, Chcę, aby raz jeszcze zabrał mnie, ale z nią, psycholożką, do krainy ” łowów” do tego świata, gdzie czyjeś życie nie ma dla jednych, znaczenia. Bo liczy się tylko to, co on, ona chce. Kontrola, dominacja, wszechwładność, obsesja, paranoja…To, co cechuje ludzi. Czy myślę tu tylko o przestępcach? Jak sądzicie? Książką FLORYSTKA Katarzyny Bondy i na to pytanie Wam odpowie.
A tym czasem ja wracam na pierwsze strony, gdzie wszystko, moim zdaniem się zaczyna. Winda, Ogród i on…oraz ona, matka. Pożar, zwęglone ciało. Kogo? Kim była ofiara? I dlaczego musiała zginąć? Jeśli odpowiecie {czytając tą książkę} intuicyjne na to pytanie { co jest prawie niemożliwe} zrozumiecie motyw, pojmiecie zawiłość, ale nie będziecie w stanie, zmierzyć się bez uronienia choćby jednej łzy z tą potęgą cierpienia matki. A może się mylę?
Przekonajcie mnie, że tak. Napiszcie do mnie, gdy już przeczytacie tę powieść…
A ja tym czasem wciąż i nadal z wypiekami na twarzy spojrzę raz jeszcze na okładkę {Wydawco- Gratuluję- WIDEOGRAF- piękna jest}
A na niej… Młoda, o delikatnych rysach kobieta w jej włosach ten, co domem dusz. Zdziwieni? Kiedy przeczytacie tę powieść pojmiecie, dlaczego tak właśnie napisałam o tym białym, subtelnym kwiatku we włosach owej kobiety.
A ja tym czasem ponawiam pytanie. Właśnie. Kogo przedstawia? Uśmiecham się. Ja już wiem. A Wy…Wy dowiecie się, jak sądzę, niebawem.
Z serca polecam teraz Wam tę powieść, tak jak Anna Klejzerowicz mi i innym na popularnym portalu społecznościom ją poleciła. Ja skorzystałam z tego…Z Jej polecenia. Tak jak i Wy { wierzę w to} skorzystacie z mojego…
POLECAM.
Marta Grzebuła
Ps.
Cebulki niektórych kwiatów a może wszystkich, są sercem dla życia, dla jego się odrodzenia. Florystka…hm, hm..piękno dostrzegane pośród płatków, drobnych czasem, jak ziarno maku, pączkach. Dostrzegać, niedostrzegalne. Podziwiać, niezauważalne. Rozbudzać w sobie ten dar. To moja ostatnia myśl, za nim, tuż przed piątą nad ranem, nie zamknęłam oczu. Ta powieść, od chwili jej skończenia, jeszcze przez dwie godziny żyła we mnie. Ale czy tylko wtedy? O nie moi Kochani…ona wciąż we mnie żyje. Nawet teraz. Zapewniam.
Marta Grzebuła- Jarzębina

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

DOMEK NAD MORZEM- Maria Ulatowska

01 cze

Archiwum -
asDOMEK NAD MORZEM- Maria Ulatowska

DOMEK NAD MORZEM- Maria Ulatowska

marDzień dobry moi Kochani.
Opowiem Wam o mojej podróży nad morze wraz i dzięki powieści Marii Ulatowskiej. Ale za nim to uczynię chcę Wam zadać pytanie:
- Czy zdarzyło się kiedyś Wam czytając książkę, odczuwać na plecach miliony wędrujących po ciele drobinek wzruszenia w postaci tak zwanych „ciarek”?
Ja tego doświadczyłam niemal od pierwszej strony, Okładka… {Drogi wydawco, Prószyński i S-ka wielkie Ci ukłony za nią} Patrzę na skarpę, pochyloną ku morzu i niemal zwisające z niej drzewa, wędrujące ku piaszczysto kamienistym brzegu…W oddali słońce, niczym owoc pomarańczy otulony szarością i lekkim błękitem nieba. Patrząc na okładkę, „zamykając” się tylko w tej jej przestrzeni miałam wrażenie, iż tam stoję. Czuję powiew wiatru. Bez mała miałam ochotę wziąć do ręki, jeden z kamyczków skąpanych w słonej morskiej wodzie. Kochani bez wątpienia ta okładka obudziła we mnie wszystkie moje tęsknoty…Tęsknoty za morzem. Jeszcze do końca nie ochłonęłam po pierwszym wrażeniu a w mój umysł, serce wniknęła następna porcja emocji, ale zabarwiona już inaczej. Jak? Chcecie wiedzieć? Nie dziwi mnie to. Jak zawsze, odsyłam Was do książki, ale zdradzę jedno…
Strona po stronie z małej dziewczynki, osieroconej pozbawionej miłości matczynej w sposób tak okrutny –Jaki? Zapraszam do książki. Czerpię jedynie od starszych ludzi, równie mi bliskich, siłę do życia…I wciąż marzę. Marzę o domku nad morzem, o szczęśliwej miłości. Dorastam, dojrzewam a wraz ze mną dojrzewają i umacniają się we mnie moje pragnienia.
Jesteście zdziwieni faktem, iż w ten sposób napisałam powyższy tekst? I słusznie dziwcie się moi Drodzy. Owo zdziwienie opuści Was tylko w jednym przypadku…Już wiecie, jakim, prawda? Odsyłam do powieści.
A tym czasem ja „jestem dzielna i silna”. Czyje to motto życiowe? Mojej i jej, mojej przewodniczki. Wiecie, co moi Kochani? Doszukałam się tylu analogii z losami mojej bohaterki, że nie mogłam pojąć: -Jak książka, literacka fikcja, może być tak realna”? Ale Ci z Was, którzy śledzą moje wpisy pewnie już wiedzą, że odpowiedź na to pytanie znajduje się we mnie i w Was. Wiecie, że niemal zawsze „podchodzę” do powieści czy też wierszy w sposób bardzo empatyczny, że nie odbieram miłości, walki o swoje marzenia, walki i przetrwanie czy innych równie ważnych emocji w sposób nierzeczywisty. Bowiem zawsze twierdzę, że książka jest czystą prawdą emocji, jakie drzemią w autorze a więc i we mnie.
Ja, choć znacznie później utraciłam kochane mi osoby{ również został mi tylko jeden ważny dla mnie człowiek} a mało tego i ja mam podobne marzenia jak moja przewodniczka, i o dziwo mamy nawet tę samą liczbę lat…Ale to nie wszystko…Ponieważ i ja marzyłam o tym, aby mieć córeczkę, miała mieć na imię Magdalenka. A więc ja i ona, moja przewodniczka mamy tak wiele wspólnego… Tak wiele…
I oto nagle, ten sam los, który w sposób mi wrogi odebrał mi moje marzenia, odebrał mi …Dziecko…Okazał się być łaskawy…Podarował mi po latach, obdarzył mnie młodą śliczną dziewczyną w postaci pasierbicy, Magdaleny.
Smutne? Na pewno, ale Kochani. Są takie książki, w których stronach, niczym w lustrze możesz się przejrzeć, prawda? Ja właśnie czytałam jedną z nich…Unikatową.
Ale to nie wszystko…I ja marzyłam, jako dziecko, jako dziewczynka o bracie…Moja przewodniczka otrzymała ten dar od losu, od okoliczności życia, w jakie została wciągnięta, jako małe dziecko. A ja? Ja odnalazłam mojego „braciszka” duchowego w postaci wieloletniego przyjaciela. A z czasem, los chcąc mi wynagrodzić to, co mi bezlitośnie odebrał, gdy miałam 6 lat, odebrał mi nienarodzonego brata, podwoił ten dar. I tak, od 46 lat przyjaźnie się ze Sławikiem a od 18 lat z Arturem. Powiecie mi, że między kobietą a mężczyzną nie może zaistnieć czysta przyjaźń, nieskalana seksem. O tuż mylicie się! Jeśli tak uważacie. Od każdej reguły są wyjątki. Moja przewodniczka z pewnością by się ze mną zgodziła. A tym czasem wciąż podążam jej śladami i dzięki wielkiemu sercu, wielkiej zdolności tkwiącej w sercu Marii Ulatowskiej oscyluję pomiędzy niemal „epokami” Czasy PRL- oskie i prawie nasze, nam współczesne… Czyli do tych, gdzie niby{to tylko moje zdanie} jest lepiej…No w każdym bądź razie inaczej.
Ja i ona…I on, Gałczyński. I nasze wspólne marzenia, aby pisać. Czyż to nie dziwne? Do tego zamiłowanie mojej przewodniczki do książek. Jakby swoista ucieczka od świata rzeczywistego, ale to jest mylne. Każdej z nas książki ofiarowują coś podobnego. Każda z nas wnika w ten świat, aby odszukać lub też zbudować w sobie wiarę …
-”Niesamowite, myślę. Sięgam po łyk kawy. Spoglądam na śpiącego męża i choć dochodzi północ ja nie wypuszczam z rąk książki. Kotki „zwisają” ze swojej kociej antresoli a ja czytam następną stronę. Wzruszam się, popłakuję a od czasu do czasu śmieję. Tak wzruszenie miesza się z olbrzymią dawką humoru. Gdy znów los mnie i moją przewodniczkę po jej świecie{ w sumie naszym} znów wystawia na ciężką próbę, wstaję idę do kuchni, muszę zapalić, myślę. Nerwy mnie „ złapały i trzymają”. Wówczas powtarzam nasze motto „Będę silna i dzielna” I obie jesteśmy.
Noc rozpanoszyła się za oknem. Księżyc wziął we władanie spory kawał nieba. Zawisł nad moją kamienicą przy Prądzyńskiego, jakby miał zaraz zamknąć ją w swoim srebrze. A gwiazdy, niczym te ziarna maku, przyozdobiły pozostałą część granatu nieba….
Kochani, zauważyliście coś, co napisałam? Kamienica przy?… Na pewno. Ale na razie pozostaniemy nad morzem. Właśnie zaczął wiać wiatr. Zerknęłam znów na okładkę. Zadumałam się. Trwało to tylko ułamki sekund. Dym z papierosa szybował po kuchni a ja szybowałam wraz z moją przewodniczką po naszych już wspólnych chwilach życia. I znów doszukałam się analogii.
Moi Drodzy, czytałam tę powieść niemal dzień i noc. Czasem wracałam wstecz, aby nasycić mój umysł i serce pięknem słów, pięknem emocji, skrytych pomiędzy rzędami liter…I za każdym razem towarzyszyło mi to samo uczucie. Uczucie jedności z bohaterką. I ja byłam mała dziewczynką, zagubioną w świecie dorosłych, zagubioną w świecie, gdzie śmierć postanawia ukazać swoją twarz pełną – mojego przerażenia.
Tak kochani. Moim zdaniem śmierć ma naszą twarz. Dlaczego tak uważam? Wydaje się mi to być oczywiste. Pamiętam swój wyraz twarzy, gdy dowiedziałam się, że moja Mama Basia nie żyje. Stałam się tak blada, niemal przezroczysta a grymas bólu, cierpienia, jaki pojawił się na mojej buzi przeraził wszystkie osoby zebrane wokół mnie. Po chwili wciągnęła mnie nicość, zemdlałam. A gdy przecknęłam się mój syn Marcin szepnął:
-„ Mamo wyglądałaś jak śmierć…”
Wszyscy popatrzyli na Niego z dezaprobatą sądząc, iż jego uwaga była nie na miejscu. A ja uważam, że wręcz przeciwnie. Tak maluje się obraz śmierci, na naszych twarzach a potem bezceremonialnie spycha nas w otchłań. Otchłań niewypowiedzianego bólu i żalu. To moje zdanie.
A moja przewodniczka, czy fakt, iż była małą dziewczynką umniejszył jej ból, umniejszył świadomość cierpienia? Byłabym potworem gdybym tak myślała. Utrata kogoś bliskiego jest…Oj Kochani. Muszę zaprzestać tego wątku, bo moja klawiatura pokrywa się kropelkami, moich, łez. Boję się „zwarcia” A więc może pożegnamy się z dzielną, silną przewodniczką powieści DOMEK NAD MORZEM Marii Ulatowskiej i udamy się do KAMIENICY PRZY KRUCZEJ?
Lecz za nim to uczynię, za nim pożegnam się tego wieczoru z moją, jakże bliską memu sercu, jakże znajomą mi kobietą. Mną? Muszę podziękować…Komu? Marii Ulatowskiej. Za co?, spytacie zaintrygowani.
Ja i Ona to wiemy, wie to też moja Magdalenka, moja pasierbica. Obie czytałyśmy tę powieść, obie się wzruszałyśmy, ale każda z Nas na innym poziomie doznań…Ale łączy mnie i Magdalenkę oraz „naszą przewodniczkę, bohaterką powieści DOMEK NAD MORZEM, wiele, wiele wspólnych przeżyć, marzeń doświadczeń, ale to jedno jedyne, złączyło nas niczym klamrą…Spoiło serca i duszę…Słowa” utrata Mamy”, Jej śmierć, dla każdej z nas miała ten sam wymiar, tą samą twarz. I choć ja od kilku lat jestem tą, tak zwaną macochą, dla Magdaleny. To jestem i staram się być raczej Jej przyjaciółką, bo: – MATKĘ MA SIĘ TYLKO JEDNĄ…
Oj, mój Drodzy, to już nie kropelki, ale potoczek łez wyrwał się spod moich powiek…Magda siedzi obok mnie, zerka badawczo na mnie, podczytuje ten tekst…Oj przepraszam Was…Musimy kończyć…Ja i Ona, moja Magdalena i ona, moja przewodniczka. Płaczemy.
Ale jeszcze chcemy Wam coś podpowiedzieć, w ostatniej chwili, za nim łzy całkiem nie zdominują naszej chwilki…W tej powieści otrzymacie to, co tak ważne, cenne, bo sami wiecie, że życie lubi nas „przeczołgać” po wybojach, a więc zgodnie z mottem bohaterki: „Bądźcie silni i dzielni…To uświadomiła mi również ta powieść. Siłę mojego ducha. I siłę mojej miłości, wrażliwości i daru…Daru od losu, choć raz coś dobrego…Wiem, że i Wam ona to uświadomi. Bo jest swoistym darem dla nas od autorki.
A nasza wspólna podróż do „Kamienicy przy Kruczej”? Odbędziemy ją…Może jeszcze dziś? Nie wiem, najpierw muszę osuszyć łzy i uspokoić serce. Idziemy teraz z Magdalenką na spacer. Musimy ochłonąć.
A wtedy…wtedy nocą, gdy zamknęłam książkę Co się jeszcze wydarzyło? Przytuliłam się do męża, westchnęłam i szepnęłam cicho:
-„ Dziękuję ci losie…Boże…za to, że mnie NIM, Henrykiem obdarowałeś.
Kochani to daje ta powieść, wiarę, że wszystko może być lepsze, że los potrafi okazać się naszym sprzymierzeńcem. Czego i Wam i sobie życzę.
Marta Grzebuła.
Ps. Pozwólcie iż jedno ze zdjęć obrazujące moją Mamę, Basię, o której zawsze mówię, że ” dała mi życie i nauczyła jak żyć” zamieszczę obok zdjęcia okładki.
A tak na marginesie, w każdej mojej powieści czy też w tomiku poezji, który wydałam odnajdziecie moje słowa podziękowania dla tej wyjątkowej kobiety- MOJEJ MAMY – Jej wiara we mnie, Jej miłość zawsze dodawała mi sił. Od czasu gdy Jej zabrakło, mój Henryk i synowie oraz kochana Magdalena dają mi to wszystko, co potrafiło kochające serce TYLKO jednej kobiety-MATKI – Obyśmy Wszyscy umieli cieszyć się życiem tak jak ONA to potrafiła. Cieszył Ją każdy kwiatek, krzaczek, drzewko czy płatek śniegu…Zawsze i wszystko co nas otacza dawało Jej ogrom niewypowiedzianego szczęścia. Moja Mama nauczyła mnie dostrzegać nawet pojedyncze ziarno pisaku pośród miliarda ziaren. Tak była moja MAMA. <3

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda

 

PRZYPADKI PANI EUSTASZYNY- Maria Ulatowska

01 cze

Archiwum – Marzec 16th, 2013

PRZYPADKI PANI EUSTASZYNY- Maria Ulatowska

352x500

Przypadki pani Eustaszyny. M. Ulatowska
Kilka miesięcy temu, dzięki fantastycznemu zbiegowi okoliczność zostałam szczęśliwą posiadaczką tej książki. Szczęśliwą? –spytacie. Tak, szczęśliwą. Mam na ta bene fart do tego typu sytuacji a to dzięki ogólne znanemu portalowi społecznościowemu. Nie chcąc czynić mu reklamy. nie wspomnę jego nazwy ale sądzę, iż bez problemu się domyślacie, co to za portal. Uśmiech.. I tak oto dzięki „niemu” dane mi było poznać wielu Naszych Polskich twórców. Autografy otrzymane pocztą, czasem wraz z książkami , były i są dla mnie cenne.  Enrdu Artos a Małgorzata Malangiewicz, i Jej przecudne wiersze są również umieszczone na mojej „wyjątkowej” półce, ale mam jeszcze na niej tomik poezji Tadeusza Stycuły, ale to nadal nie wszystko. Opowiem Wam o tym przy okazji.

Teraz wracam do „mojej” Pani Eustaszyny, Marii Ulatowskiej. Pamiętam tę chwilę, gdy nerwowymi ruchami rozdzierałam kopertę. I jest…Ona…Piękna okładka, { Ukłon dla wydawcy- Prószyński i S-ka} ławeczka zatopiona w promieniach słońca, gdzieś w oddali lekko majaczy kamienny mostek – ach…miałam ochotę przysiąść na ławeczce, i dać się otulić ciepłem promieni słonka, wciągnąć do płuc zapach soczystej zieleni, lekki chłód świeżego podmuchu zefirka. Chwilka zadumy. I pierwsza strona…Od razu mój pokój rozbrzmiewa śmiechem…Super, myślę. Jak tak dalej pójdzie to ta książka sprawi, że zostaną rozproszone wszystkie moje smuteczki i smutki. I tak też się dzieję, co strona to uśmiech by nie powiedzieć ubaw. Tyle taktownego żartu, dialogi i ona…- myślę…Wyjątkowa postać. Starsza pani. Najpierw idę z nią do …O jejku…Pani minister? No tak. Moja bohaterka nie wie, co to są ograniczenia. Udajemy się incognito,{ tylko pani minister} z powrotem do przychodni, ale ubaw. Zaczynam podziwiać ten dar autorki do dawania ludziom, mi, tak olbrzymiej radości. {I to już od pierwszej strony} Wywołać pełnię uśmiechu na czyjeś buzi to naprawdę rzadkość – myślę. I zagłębiam się w kolejne strony, co rusz niemal wybuchając śmiechem,. To w końcu musiało zaintrygować mojego męża. { A może zadziwić? Ostatnimi czasy, byłam raczej w „dołku”}
- „Kochanie czy coś się stało?- pyta, bacznie mi się przyglądając. Podchodzi. Ociera jedną z łez z mojego policzka i wzrokiem ponawia pytanie.
-„Muszę Ci przeczytać kilka fragmentów z tej książki – odpowiadam – tylko wówczas zrozumiesz – dodaję ocierając drugą łezkę z przeciwległego policzka. Mąż siada i słucha. Po minucie i Jego twarz przybiera znajomy i jakże upragniony wyraz twarzy. Uśmiech. Gdy tak oboje pogrążeni –ja w czytaniu, mąż w słuchaniu- wchodzimy w kolejne warstwy sytuacji, kupno lodówki, młody kardiolog i ktoś kto oprócz męża mojej „przewodniczki” jest, równie ważny dla mojej {naszej już} bohaterki, jej siostrzenica… Och, ale ja lubię tę kobietę, myślę. … Gdy właśnie moja dynamiczna, jakże energiczna przyjaciółka, przewodniczka po świecie emocji, powieści Marii Ulatowskiej „Przypadki pan Eustaszyny” podejmuje jakże ważną i brzemienną w skutkach decyzję…{ Podoba mi się ta myśl…Pisanie książek, no cóż, myślę. Czemu by nie} A tym czasem do pokoju wchodzi moja pasierbica i stojąc w drzwiach cicho pyta:
-” Co was tak bawi?”
-Ta babeczka jest niesamowita…Ta książka jest taka- odpowiada mój mąż nieco zaskoczonej córce.
Magdalena przysiada. I tak o to jedna książka nas połączyła, a ja w tym ułamku sekundy pożałowałam, że moi synowie są tak daleko…od razu w pamięci powstał obraz z czasów gdy ja jako dziecko siedziałam na tapczanie, na którym tatko i mama również siedzieli i na zmianę czytali mi bajki. Tak kochani. To rodzice są ODPOWIEDZIALNI za to jak daleko i w jakim kierunku rozwinie się u dziecka ten dar. Dar wyobraźni. To od rodziców zależy to, czy maluchy już później dorośli, będą mieć, co przekazać swoim dzieciom. I w tej sekundzie odetchnęłam z ulgą. Ja swoim synom ten dar przekazałam. A póki co mąż szybko zrobił nam kawkę, Magdalena wzięła ode mnie książkę i tak na szybko przejrzała poprzednie strony i choć ja ukradkiem nerwowo oczekiwałam na dalszy ciąg, uzbroiłam się w zdolność oczekiwania. Musiałam. Kawa była na stoliku. A my gotowi do dalszej „podróży” wraz naszym już przewodnikiem, fantastycznie optymistyczną starszą panią… Wzięliśmy głęboki oddech. Akcja ponownie ruszyła…Starsza pani i remont…Jak jej nie lubić? Pytam w myślach, wciąż czytając. Muszę wziąć łyka kawy, zaschło mi w gardle, wówczas moja Magdalena proponuje zmianę. Podpowiada, że „zagubiliśmy się w stronach” Nie szkodzi, myślę. Ta książka jest tego warta, aby „cofać się czy też „wybiegać do przodu” { nie często tak robię, ale no cóż…zdarza mi się. I tak nie „gubię” nigdy wątku}…a teraz… Niechętnie oddaję Jej książkę. Mam wrażenie, ze rozstaję się z moja przyjaciółką, ale Magdy pomoc okazuje się być mi wybawieniem. Mam chrypkę. Rozsiadam się wygodnie na moim bujanym fotelu, zerkam okiem w kierunku naszych pupili, są z nami również. Malwin i Młody grzeję się na oknie a mała Maliwnka {jak zwykle zresztą} drzemie na kolanach męża. Henryk wsłuchany w kolejne słowa automatycznie głaszczę ją po czarno białym futerku. Kotka się przeciąga i choć ja obserwuje ich oboje, to mój umysł podąża za każdą niemal literką powieści Marii Ulatowskiej „Przypadki pani Eustaszyny” … i ostatnie strony…Szkoda mi, nam, się żegnać z tak dobra, wrażliwą starszą panią, będącą jednocześnie wulkanem energii, pomysłów. Wzdycham. Dostrzegłam w niej ten ogrom ciepła i dostrzegli to i moi bliscy…Magda sięgając po papierosa powiedziała:
-” To kobieta wulkan, nie przewidywalna a jednocześnie ze wszech miar niebanalna i tak kochana. Jej nie można nie lubić” Po wypowiedzeniu tych słów, zmrużyła oczy i cicho szepnęła: -„Pożyć mi tę książkę, chcę ją jeszcze raz przeczytać” Spojrzałam na nią zdziwiona…Zdziwiona, ponieważ „podkradła” mi moją myśl…Kiwam Madzi twierdząco głową i po chwili obie wychodzą z pokoju, moja pasierbica i pani Eustaszyna…Wyjątkowa kobieta. Uśmiecham się na jej wspomnienie. I robi mi się fajnie, lekko… Spoglądam na męża. On, człowiek zmuszony chodzić po lekarzach { jest po dwóch operacjach kręgosłupa i nie wspominając problemów kardiologicznych} uśmiecha się tajemniczo.
-„O czym myślisz kochanie?”- pytam Henryka, ten z dość zawadiackim spojrzeniem w oku, ale jednocześnie przybierając postawę pełną dumy, godności i przede wszystkim powagi, odpowiada :
- „ Gdybym miał choć ziarno z tej odwagi, jaką wykazywała się starsza pani…”- zadumał się. I ja zrozumiałam…Ach…te nasze „wędrówki” po lekarzach…długie kolejki do specjalistów…Gdyby tak można było jak w tej książce, pomyślałam również sama.
Kochani, nie wiem na ile udało mi się Was zachęcić do wzięcia tej lektury do ręki, do zagłębienia się w ten jakże inny, ale mimo wszystko, znany nam -nasz świat? Tylko nam, być może, brakuje tej odwagi, determinacji? A Wy jak sądzicie? Mam rację?
Wiecie, co ta powieść, jeszcze mi dała?…{mimo iż pisana z taką dawką humoru, pozornie lekka, pozornie upraszczająca problemy} Wiarę, że można wszystko…Pomimo walących się kłód pod nogi. Można wszystko. I dała mi coś równie niewymiernego…Moich bliskich tego dnia, w jednym pokoju, wszystkich zasłuchanych w tej lekturze. Już nie siedzieliśmy „każdy w swoim pokoju”, ale byliśmy razem. Nawet nasze pupilki dołączyły do nas. Byliśmy rodziną, która zazwyczaj podąża ścieżkami leżącymi gdzieś obok siebie. No cóż takie życie. Ja pracująca po 12 godzin, mąż usiłujący przeżyć wraz ze mną z renty plus moja pensja pielęgniarki… I ona, nasza Magdalena zamknięta „dobrowolnie” w swoich czterech ścianach, a może zamknęła ją choroba? Magdalena „pokonana” lata temu przez nią… Epilepsję unika ludzi i … co nas boli…”unika” życia. Ja wiem o tym, a Madzia nie chce mówić…I na te chwile „nadciąga” Eustaszyna { nie ważne, że zrządził to czysty przypadek} i porywa nas do krainy uśmiechów, swobody i euforii…A czasem ukazuje nam to, co i w nas cichutko drzemie…głębię wrażliwości. Dziwne myślę, podążając tego dnia za Henrykiem do drugiego pokoju – Niby się zanosiłam od śmiechu, niby tak lekko i na wesoło odebrałam tę powieść, ale coś dostrzegłam w niej jeszcze innego. Wbrew pozorom dostrzegłam potęgę wiary, zdolność, niebywałą wręcz, do pokonywania przeciwności losu. Czy inni czytelnicy to dostrzegli?…Jak dzięki dobrze rozumianej determinacji można pokonać i WŁASNE OGRANICZENIA? – myślę…Wchodzimy do sypialni, za oknem skrada się zmierzch, księżyc zerka do naszego pokoju poprzez koronkową strukturę firanki i mruga…A może to gwiazdy, które choć jeszcze nie liczne już szybują po granacie nieba…Moje myśli wracają do Madzi.
Dlatego chyba Magda wychodząc z pokoju przytulała tę książkę do siebie, zastanawiam się. I zaczynam pojmować…. Moja Madzia od razu to pojęła, a ja? Ja niestety, nie od razu. A Henryk? On także pojął to szybko. I tu nasunął mi się wniosek. „Wszystko ma warstwy…cebula ma warstwy …” –cytat z mojej ulubionej bajki Shrek. I poczułam się jak osiołek. No tak, moi Kochani, jeśli „zajmiecie” się, czytając tę powieść, tylko jej „jedną warstwą” jak ja, będziecie grzmieć śmiechem niemal, co stronę. Ale jeśli „ doszukacie się kolejnych warstw, będziecie, jak moja kochana Magda, pokrzepieni na duchu, sercu, umyśle…Że można, naprawdę, wszystko można.. Nawet robić karierę pisarki w wieku osiemdziesięciu lat.
Mój Drodzy, jak zawsze i ta recenzja zawiera wiele z osobistych uwag, obiecałam Wam szczerość, autentyczność w opisach, więc nie mogłam w tym przypadku postąpić inaczej. Nie chcę też czynić tu jakiegoś podsumowania. Jedynie, raz jeszcze chcę Wam przesłać tą drogą, moją myśl, prośbę, sugestię- „Przypadki pani Eustaszyny” – ta powieść Marii Ulatowskiej była dla mnie darem…I wiem, że i dla Was nim będzie.
Ale wicie co? Chyba raz jeszcze muszę Wam coś przypomnieć, iż są to i ZAWSZE będą tylko moje subiektywne emocje, słowa, wrażenia…Jak w przypadku innych już wcześniej opisanych powieści.

Tak, więc to dają mi książki…Pozwalają odbyć miliony podróży, nie ruszając się z domu.
Gdzie zabiorę Was, siebie, następnym razem?
No cóż „starym zwyczajem” niech i to będzie tajemnica.
Marta Grzebuła.
                        

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii emocje, powieści, prawda